Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru;

Zasiadają na przyzbach wysłanych murawą.

Całe grono z posępną i cichą postawą

Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać,

Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać,

Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną

Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną,

Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych,

Szeptach, szmerach i słowach na wpół wymówionych,

Z których składa się dziwna muzyka wieczoru.