Bądź zdrów, najmilszy bracie! bądź zdrów, śpieszyć muszę.

Jeśli zginę, ty jeden westchniesz za mą duszę;

W przypadku wojny, tobie cała tajemnica

Wiadoma: kończ, com zaczął, pomnij, żeś Soplica!»

Tu ksiądz łzy otarł, habit zapiął, kaptur włożył

I okienicę tylną po cichu otworzył,

Widać było, że oknem do ogrodu skakał;

Sędzia, zostawszy jeden, siadł w krześle i płakał.

Chwilę czekał Tadeusz, nim w klamkę zadzwonił;

Otworzono mu, cicho wszedł, nisko się skłonił: