Lecz z największym na niego naciera uporem

Stary Gifrejter, co był pułku instruktorem,

Wielki mistrz na bagnety. Zebrał się sam w sobie,

Skurczył się, a karabin porwał w ręce obie,

Prawą u zamka, lewą w pół rury porywa,

Kręci się, podskakuje, czasem przysiadywa,

Lewą rękę opuszcza, a broń z prawej ręki

Suwa naprzód jak żądło z wężowej paszczęki

I znowu ją w tył cofa, na kolanie wspiera:

I tak kręcąc się, skacząc, na Maćka naciera.