To jak z wiader buchają warstami całemi.

Już zakryły się całkiem niebiosa i ziemia;

Noc je z burzą od nocy czarniejszą, zaciemia.

Czasem widnokrąg pęka od końca do końca,

I anioł burzy, na kształt niezmiernego słońca

Rozświeci twarz, i znowu okryty całunem

Uciekł w niebo i drzwi chmur zatrzasnął piorunem.

Znowu wzmaga się burza, ulewa nawalna

I ciemność gruba, gęsta, prawie dotykalna.

Znowu deszcz ciszej szumi, grom na chwilę uśnie;