I cóż stąd? To ja znowu u Maciejowiców

Zabiłem własnym sztykiem dwóch dzielnych szlachciców:

Jeden był Mokronowski, szedł z kosą przed frontem,

I kanonierowi uciął rękę z lontem.

Oj! wy Lachy! Ojczyzna! ja to wszystko czuję,

Ja Ryków, car tak każe, a ja was żałuję.

Co nam do Lachów? Niechaj Moskwa dla Moskala,

Polska dla Lacha; ale cóż? car nie pozwala!»

Sędzia mu na to rzecze: «Panie Kapitanie,

Żeś człek poczciwy, wiedzą tu wszyscy ziemianie,