Z rąk Wojewody, mdlała, że wpadła w gorączkę,

Że ma początki suchot, że ustawnie szlocha;

Zgadywano, że kogoś potajemnie kocha. —

Ale Stolnik, jak zawsze spokojny, wesoły,

Dawał na zamku bale, zbierał przyjacioły.

Mnie już nie prosił: na cóż byłem mu potrzebny?

Mój bezład w domu, bieda, mój nałóg haniebny,

Podały mnie na wzgardę i na śmiech przed światem!

Mnie, com niegdyś, rzec mogę, trząsł całym powiatem!

Mnie, którego Radziwiłł nazywał: kochanku!