A ja klęcząc nad jego piersią pochylony

I miecz maczając w ranę, zemstę zaprzysiągnął,

Pan głowę wstrząsnął, rękę ku bramie wyciągnął

W stronę, gdzie stałeś, i krzyż w powietrzu naznaczył;

Mówić nie mógł, lecz dał znak, że zbójcy przebaczył.

Ja też pojąłem: ale tak się z gniewu wściekłem,

Że o tym krzyżu nigdy i słowa nie rzekłem».

Tu rozmowę przerwały chorego cierpienia,

I nastąpiła długa godzina milczenia.

Oczekują plebana. Podkowy zagrzmiały,