Przecież nieraz nowina niby kamień z nieba

Spadała w Litwę. Nieraz dziad żebrzący chleba,

Bez ręki lub bez nogi, przyjąwszy jałmużnę,

Stanął i oczy wkoło obracał ostróżne.

Gdy nie widział we dworze rosyjskich żołnierzy

Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy,

Wtenczas kim był, wyznawał: był legijonistą,

Przynosi kości stare na ziemię ojczystą,

Której już bronić nie mógł... Jak go wtenczas cała

Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała,