Potem będziem wybornej twej słuchać kapeli».

Dał znak.

Skrzypak u sukni zakasał rękawek,

Ścisnął gryf krzepko, oparł brodę o podstawek

I smyk jak konia w zawód puścił po skrzypicy.

Na to hasło, stojący obok kobeźnicy,

Jak gdyby w skrzydła bijąc, częstym ramion ruchem

Dmą w miechy i oblicza wypełniają duchem:

Myśliłbyś, że ta para w powietrze uleci,

Podobna do pyzatych Boreasza dzieci.