Kłaniając się umyka. Gdy to Zosia widzi,

Podbiega i na białej podaje mu dłoni

Drążki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni;

Drugą rączką po siwej brodzie starca głaska

I dygając: «Jankielu — mówi — jeśli łaska!

Wszak to me zaręczyny: zagrajże Jankielu!

Wszak nie raz przyrzekałeś grać na mym weselu?»

Jankiel niezmiernie Zosię lubił: kiwnął brodą

Na znak, że nie odmawia; więc go w środek wiodą,

Podają krzesło, usiadł, cymbały przynoszą,