Kładą mu na kolanach. On patrzy z rozkoszą

I z dumą: jak weteran w służbę powołany,

Gdy wnuki ciężki jego miecz ciągną ze ściany,

Dziad śmieje się, choć miecza dawno nie miał w dłoni,

Lecz uczuł, że dłoń jeszcze nie zawiedzie broni.

Tymczasem dwaj uczniowie przy cymbałach klęczą,

Stroją na nowo struny i próbując, brzęczą;

Jankiel z przymrużonymi na poły oczyma

Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma.

Spuścił je. Zrazu bijąc taktem tryumfalnym,