Potem gęściej siekł struny jak deszczem nawalnym:

Dziwią się wszyscy. Lecz to była tylko proba;

Bo wnet przerwał i w górę podniósł drążki oba.

Znów gra. Już drżą drążki, tak lekkimi ruchy,

Jak gdyby zadzwoniło w strunę skrzydło muchy,

Wydając ciche, ledwie słyszalne brzęczenia.

Mistrz zawsze patrzył w niebo czekając natchnienia.

Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył,

Wzniósł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył:

Zdumieli się słuchacze.