Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne,

Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne

I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła,

Marsz tryumfalny: Jeszcze Polska nie zginęła!

Marsz Dąbrowski do Polski! — I wszyscy klasnęli,

I wszyscy «Marsz Dąbrowski!» chórem okrzyknęli.

Muzyk, jakby sam swojej dziwił się piosence,

Upuścił drążki z palców, podniósł w górę ręce;

Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona,

Powiewała poważnie broda podniesiona,