Lecz go szybkimi kroki ścigają natręty,

I zewsząd obwijają tanecznymi skręty;

Więc gniewa się, prawicę na rękojeść składa,

Jakby rzekł: «Nie dbam o was, zazdrośnikom biada!»

Zwraca się z dumą w czole i z wyzwaniem w oku,

Prosto w tłum; tłum tancerzy nie śmie dostać w kroku,

Ustępują mu z drogi, — i zmieniwszy szyki,

Puszczają się znów za nim. —

Brzmią zewsząd okrzyki:

«Ach to może ostatni! patrzcie, patrzcie młodzi,