Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek,

Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy,

Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy,

Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał,

Aż powoli pożółkniał, zbladnął i poszarzał.

Słońce spuściło głowę, obłok zasunęło,

I raz ciepłym powietrzem westchnąwszy — usnęło.

A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi:

Napoleona, wodzów, Tadeusza, Zosi,

Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zaręczonych,