Aż Zosia, już strudzona, spotkała z kolei

Tadeusza, i dalszej lękając się zmiany,

I chcąc przy nim pozostać, zakończyła tany.

Idzie do stołu gościom nalewać kielichy.

Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy,

Okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany,

U góry błękitnawy, na zachód różany;

Chmurki wróżą pogodę: lekkie i świecące,

Tam jako trzody owiec na murawie śpiące,

Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek;