Kogo nadeptać, a od kogo stronić;

A każdy giętki, we dwoje skurczony,

Tuląc się pełzną jako skorpijony.

Pośrodku damy jako pstre motyle,

Tak różne płaszcze, kapeluszów tyle;

Każda w paryskim świeci się stroiku

I nóżką miga w futrzanym trzewiku,

Białe jak śniegi, rumiane jak raki. —

Wtem dwór odjeżdża; stanęły orszaki.

Podbiegły wozy, ciągnące jak statki