Skończył i drzwi stodoły odemknął. Tam stało

Szkaradne, starożytne nieboszczyka ciało.

Nogi długie i czarne sterczą mu jak szczudła,

Ręce na krzyż złamane, twarz głęboko wchudła.

Oblicze wywędzone brud śmiertelny szpeci;

Usta wypsute, przez nie ząb gdzieniegdzie świeci,

Zresztą nietknięta ciała zdrowego budowa,

Postać ludzką, od żywej niezbyt różną, chowa.

Twarz nawet właściwego nie traci wyrazu;

A jako na powierzchni starego obrazu,