Wtem obaczyłem jaskółkę, z powrotem

Już leci; za nią jakby wojsko czarne:

Sosny i lipy, piołuny i cząbry,

Świadczyć przeciwko mnie.

Przebudziłem się z obliczem ku niebu,

Z rękami na krzyż, jakby do pogrzebu.

Sen mój był cichy. Łzy jeszcze płynęły

Gęsto po licach, i jeszcze wionęły

Świeżym zapachem i Włoch i jaśminu,

I Gór Albańskich i róż Palatynu.