Słuchałem — i mnie nie zdała się ciemna

Jej mowa, choć tak dziwna i tajemna.

I mnie się zdało, że sam lecieć mogę,

I prosiłem ją, by mnie wzięła w drogę.

Zląkłem się tylko, że chce na doliny

Iść pytać o mnie drzewa i krzewiny,

I przypomniałem nagle wszystkie błędy,

Chwile pustoty, szaleństwa zapędy,

I czułem serce tak mocno rozdarte,

Tak jej, i szczęścia, i nieba niewarte;