Truna35, koncha wieczności, do mrocznego łona.

Skryła je niepamięci i czasu zasłona;

Nad niemi turban zimny36 błyszczy śród ogrodu,

Jak buńczuk wojska cieniów, i ledwie u spodu

Zostały dłonią giaura37 wyryte imiona.

O wy, róże edeńskie! u czystości stoku38

Odkwitnęły dni39 wasze pod wstydu liściami40,

Na wieki zatajone niewiernemu oku.

Teraz grób wasz spojrzenie cudzoziemca plami41, —

Pozwalam mu, — darujesz, o wielki Proroku!