Pod namiotami źwierciadeł,

Na miękkiej wodnych lilijek bieli,

Śród boskich usnąć widziadeł”. —

Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie...

Strzelec w ziemię patrzy skromnie,

Dziewica w lekkim zbliża się pędzie,

I — „do mnie, woła, pójdź do mnie!”

I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,

Jak tęcza śmiga w krąg wielki,

To znowu siekąc wodne zatopy,