Wieniec włożyła na skronie,

I pożegnawszy strzelca z daleka,

Na zwykłe uchodzi błonie.

Próżno się za nią strzelec pomyka,

Rączym wybiegom nie sprostał;

Znikła jak lekki powiew wietrzyka,

A on sam jeden pozostał.

Sam został, dziką powraca drogą,

Ziemia uchyla się grząska.

Cisza wokoło, tylko pod nogą