Około lata Pańskiego 1400 panowało w Nowogródku, Słonimie i Lidzie możne i potężne książę12 na imię Koriat, u tego zasię była córka jedynaczka, arcy-nadobna niewiasta; zwano ją Żywila, to jest Diana13: gdyż i gładkością14 prawie cudną boginiej15 tej równała się, i myślano pospolicie, iż ku małżeńskim ślubom znaczne wstręty miała; bo gdy książęta a pany możne z dalekich stron przysyłali posły, upraszając ją sobie ku małżeństwu, wszystkim stale wzbraniała się: stąd wieść szła, iż w panieńskim stanie do końca żywota być chce. Ano wcale16 inaksze były tych uporów przyczyny. Księżniczka Żywila od czasu niejakiego rozmiłowała się skrycie Litwina Poraja17, męża z rycerskim sercem, który przez swe wyśmienite przewagi wojenne mocno był księciu Koriatowi spodobany; i w niebycie jego18 rząd nad wszem państwem sprawował, skąd nietrudno mu było z lubownicą swoją tajemne schadzki miewać, gdzie by miłości swoje wynurzali19 i wzajemnie się pocieszali.

Stało się, iż krótko potem wrócił z wojny książę Koriat i zasmucił się niepomału20, wielką w kochanej córce swoiej upatrując przemianę. One łzy, one wzdychania, one bladości, one lękania się i drżenia ustawiczne przed ojcem, dały mu wszystko, jako było, wyrozumieć. „Córko odrodna — zawołał — wiodła cię rozpusta a wszeteczność, iż zhańbiłaś na wieki dom ojcowski, idź precz sprzed oblicza mego; i ty, i kto cię na tę niecnotę zaprawił, śmiercią okrutną pomrzecie”. Jakoż wytrąbiono z urzędu po mieście, iż kto by wymienił gamrata21 księżniczki Żywili, abo o nim lice22 jakowe powziął, bogato udarowan odejdzie. Alić trąbienie na świat poszło, gdyż nikt nie był, co by o skrytych miłościach onych coś wiedział, abo wiedząc, Koriatowi doniósł. Księżniczka Żywila była w szczególnym zamiłowaniu u sług i poddanych swoich, a na rycerza Poraja, który pokutnie nieszczęścia swego płakał, a na dworze w wesołą twarz ubrać się umiał, żadne jako żywo nie przyszło podejrzenie.

Widząc tedy Koriat, iż wszystkie jego posłuchy i śledzenia nie skutkują, a w jedno nic się obracają, mocno na córkę swoją nastawal, wielkie grozy czyniąc; ale ona statecznie w cierpliwości stała. „Ojcze mój — pry23 — znam24, iżem winna znacznej winy, karaj mnie, otoć jestem, znam25, iżem niegodna znaleźć u ciebie miłosierdzie; przedsię26 drugiej duszy niewinnej gubić z sobą nie mogę, abych27 ciężej jeszcze Bogów nie obraziła”. Książe zatem spuścił nieco z onych pierwszych srogości, jął28 się pochlebstwa, i złość w mowie jedwabnej przykrywając, obiecowal jej dobrym słowem, iż grzech przepuści29, aby jedno30 wszetecznika, co by zacz był, mógł wiedzieć.

Żywila milczała, łzami i szlochaniem odpowiadając. Książę tedy zagniewawszy się gniewem wielkim, kazał jedyną córę swoją w łańcuchy wsadzić i do lochu pod straż wrzucić, skąd miała być niedługo wywiedziona do tracenia.

I maż31 kto style, aby podołał opisać lamenty i ciężkie smętki a płacze, które stąd po wszem mieście powstały; bo księżniczkę Żywilę naród w przedniej, jakoby bóstwo jakie, miał uczciwości32, i jakoby matkę kochaną miłował, iż rada33 ubogie ludzie wspierała, a srogi przeciwko poddanym34 umysł książęcy łagodziła.

Szedł tedy lud w gromadach wielkich na dworzec35 pański, gorzko płacząc a żebrząc miłości ze strony ubogiej księżniczki. Przedsię36 nic uprosić nie możno.

Onego czasu także na pograniczu trwały wojny między ruskimi kniaziami37 a Litwą. Iwan, uzbierawszy siła38 wojsk wszelakich, miasta ubiegał, ogniem i mieczem następował; tak iż nim się o tym wieść rozbiegła, mnogość ludu a krwie uczciwej psował, zasię szybko nadciągnąwszy, niedaleko miasta obozy rozłożył.

Działo się tu dniem przed świętami Peruna39; nazajutrz miano tracić księżniczkę Żywilę.

Poraj od40 Koriata z garstką przebranego41 rycerstwa słany był, ażeby wstręty jakowe nieprzyjacielowi czynić, zaczem by obrony przyzwoito u murów nastawiono. Ten, chociaż z daleko ogromniejszym a srogim sobie napastnikiem sprawę miał, przedsię serca nie tracąc, na ludzie jego bez sprawy42 lada jako ciągnące z takę mocą a gwałtem wielkim padł, iż je na głowę poraziwszy do kosza43 wegnał, i przyszłaby dnia owego zguba ostateczna na Rusiny, gdyby noc potrzebie44 końca nie dała.

Poraj, nic nie mieszkając45, nieprzyjacioły wojski swymi obsaczył46, sam do miasta z radosną nowiną bieżał. Odprawowano w mieście wesele wielkie. Koriat naprzeciw Poraja z niemałym pocztem wyjechał, cześć mu wszelaką wyrządzając i obrońcą swoim zowąc, więc i do zamku społem47 na ucztę z sobą zaprosił, a gdy się sami jedni znaleźli, Poraj jako stał, upadł do nóg książęcia, szerokimi słowy wierność a stateczność swoją wywodząc: „Atoć książę i panie mój, poraziłem48 nieprzyjacioły twoje porażką znaczną, i dadzą li49 Bogowie do małego szczętu wygubić ich, w tym zasię50 to za nagrodę sowitą mieć chcę, abyś córki twej jedynej nie tracił, a mnie ją z łaski swej w małżeństwo oddał; za którą łaskę twoją, krwią i majętnością, ile ze mnie jest, odsługować nie chybię”. Książe wmiast51 dobroci niechęć pokazował, i takimi słowy rzekł: „Poraju, napełniłeś mnie weselem i smętkiem; raduję się słysząc o tak zacnych posługach twoich, a zasię przecz52 wymagasz, co jest nad moc moją? Owe święte a wielkie przodki nasze, książęta litewskie, wiesz jako córek swoich poddanym za mąż nie dawali, a źle z tym jest, kto krwie swej niedbały, na lekkość ją puszcza; więc i z tym, kto się powodzeniem w pychę wbija a zbytnie wyżej, niż nań przystało, sięga. Lepak53 i to imo się puszczając54, córka moja wyrodna domu książęcego godność iście splamiła... Wierzyć nie chcę, abyś jej do takowej sromoty55 przywódcą56 był. Wżdy57 skąd by się tak nagła ku tej wszetecznicy miłość twoja wzięła? Nie rozumiem. Zaś i z tych gołych podejrzeń oczyścić się musisz; na ten czas obaczę, co z tym mam czynić.