*** (Dopiero pod prysznicem)

Dopiero pod prysznicem w upiornie pustej (zalanej

światłem jarzeniówek) wspólnej łazience uzyskałem pewność,

że należało ten dzień zakończyć rozmową po francusku

z tym chłopakiem kaleką, który swoim zjawieniem się w kuchni

zakłócił nam cowieczorne liczenie pieniędzy i przeciąganą w nieskończoność herbatę.

Bo tymczasem, to zupełnie bez sensu, skonał tu na moich rękach Naruz Hosnani

(a ty, Larry, jak tam, żyjesz jeszcze? i twój jedyny sweter

zapinany na zamek błyskawiczny, czyżby leżał już tylko

w mojej szafce na stare czasopisma