a, doprawdy, ta śmierć, po której poszedłem się wykąpać,

zmyć z siebie ten deszcz, jeszcze belgijski, wcale nie musiała

nastąpić właśnie tutaj, tkwi teraz we mnie zupełnie niepotrzebna:

całkiem jak ja, siedzący tutaj teraz, nie porównany z nikim

w kalectwie (mojego języka), mój pokój już cały sapie

i pojękuje przez sen, i jakie prawdziwe jest teraz właśnie to,

co mnie ominęło; gdzieś na progu widoczności ciągle jeszcze

zmieniają się światła.

Luxembourg, 3 października 1990