*** [— Już pan nie żyje]

— Już pan nie żyje — powiedział. — Już pan nie żyje,

panie Wiedemann. — Czekał na moją reakcję. Przyjąłem to

w milczeniu. — Gdybym ja tu nie siedział, już by się panu

ktoś wpakował w drzwi. I po panu. — Przyznałem mu rację

i sobie pomyślałem, no więc dobrze, nie żyję, trzeba to

wykorzystać najlepiej jak się da, od tej chwili już będę

jak ci anieli w niebie, bez żadnych obciążeń, bez skazy,

nie pozwolę się więcej prowokować światu, świat cały

mając do dyspozycji. Tylko że chore ścięgno wciąż dawało