o sobie znać, a z torby nie znikła chyba niewykorzystana

karta magnetyczna, którą będzie trzeba zanieść gdzieś

na ulicę Librowszczyzna, żeby chamy oddali forsę (o tak,

lepiej żeby nie znikła): nie umarłem sam. I zaraz się wpier-

doliłem na skrzyżowanie przy żółtym świetle. Ale co tam,

dzisiaj mogę umierać bez przerwy, wielka mi rzecz.

Kraków, 12 czerwca 1992