wciąż jeszcze należały do nieznajomych oczu

i mogłem nawet udawać, że mnie wcale nie ma.

Nie ma mnie, idę żółtym korytarzem, tej chwili

nie ma. UWAGA! BÓG CIĘ KOCHA. Zwracam uwagę.

Nie ma mnie. Choćbyś nie wiem co robił, i tak mnie będzie

zawsze kochał bardziej. To nie ja mówię; słucham tego

ale już po raz drugi, nie wiem po co to powtarzam

w myśli, sam sobie (po co w ogóle te rozmowy w łóżku?);

czy wszystko co kocham musi być zaraz Bogiem? Może

po tym właśnie daje się to poznać. Winda posłusznie