WINCENTY
rozgląda się po pokoju
Co to za wzorowy porządek u państwa, ani jednej muchy... ach! to kraj błogosławiony. Ja bo wracam z kraju gdzie muchy, pszczoły, owady i przeróżne gady wiecznie trapią człowieka, tego zaś, co życie uprzyjemnia, te dzikie plemiona, wśród których żyłem, nie znają, na przykład: ani ozora z podlewą, ani szczupaka po żydowsku lub indyka z kasztanami... nawet tak pojedynczych potraw nie mogą sobie przyswoić jak barszcz, zrazy lub barania głowa z pieprzem i imbirem.
AGNIESZKA
Dziś jeszcze każę to wszystko na obiad sporządzić, wszakże łaskawy pan nie odmówisz nam?
WINCENTY
Droga pani! Lepiej to może rozdzielić na kilka obiadów... przyjmuję zaproszenie na wszystkie... Wyobraźcie sobie państwo, że tam... w tym barbarzyńskim kraju jedynym moim pożywieniem była kawa.
FILC
To mój najulubieńszy napój.