Prawie przez dwa dni byłem w Massarandubie, zobaczyłem wszystko, co mi trzeba było widzieć i wróciłem do Blumenau. Zaraz kupiłem bilet na mały parowczyk „Progresso” i po rzece Itajahy Assù znowu się puściłem do miasta Itajahy. Już wtedy byłem znany wszystkim jako osoba nadzwyczajnie zagadkowa: rzucano na mnie owe ukradkowe, a tak wyraziste spojrzenia, co to zdradzają utajoną na dnie duszy myśl: „ej, bratku, ty jakiś ptaszek jesteś!”. Na okręcie czy w mieście ludzie zdradzali pewne wahanie, aby mi głową kiwnąć, rękę podać itd.

Płynąc, zatopiłem się cały w obserwowaniu brzegów rzeki; nic nawet nie notowałem teraz, ponieważ zauważyłem, że to zaciekawia ludzi i drażni.

Wieczorem przybywam do Itajahy, zapytuję znajomego gospodarza hotelu, co słychać o mającym przybyć parowcu, a gospodarz głową kiwa, ramionami wzrusza i odpowiada mi:

— Źle! Parowiec ten gdzieś zginął. Od trzech dni nie ma o nim żadnych wiadomości; to tylko wiemy, że wyruszył z portu Santos185, a dotąd nie przybył do Paranaguy186, więc widać... caput geworden187!

— Moje szczęście! — zawołałem zgnębiony. — Nie dosyć tego, że komunikacje macie złe, jeszcze się okręty rozbijają.

— Poczekaj pan u nas do dnia 27 grudnia — rzecze gospodarz — wiem na pewno, iż tu przybędzie parowiec „Rio-Negro”, który idzie prosto do Rio de Janeiro i nie robi żadnych wstępów do pobrzeżnych portów. Po co pan masz jeździć do Desterro, tracić na próżno 15 milrejsów i znowu tędy zawracać?...

Gospodarz hotelu nie wiedział tego, że ja w Desterro musiałem się zobaczyć z panem delegatem i przedstawić mu nadużycia oberżysty K., a przy tym sądziłem, iż tam, jako w większym porcie, zaraz za przybyciem mogę trafić na jakiś parowiec podążający z południa na północ; w taki sposób pomógłbym emigrantom i zyskałbym na czasie.

Nazajutrz, dnia 21 grudnia, była niedziela i od samego rana skwar nadzwyczajny. Wszystkie sklepy pozamykane, oprócz casa de barbeiro188. W powietrzu wysoko, chłodząc się, latały urubu, a przez ulicę przejechał niekiedy konno lub na dwukonnej biedzie w jednego konia kolonista pod parasolem.

Anim się spodziewał, gdy o trzeciej po południu rozległ się głos, jakby trąby, dający znać, że do Itajahy przybył parowiec: był to ten sam okręt, o którym mówiono, iż się rozbił.

Z powodu święta zaledwie się w ajencji doprosiłem o bilet, a o godzinie siódmej wieczorem byłem już w drodze do Desterro.