urosną na okularach. Twoje rumiane policzki,

jakbyś najadł się głogu. Kałuże strzaskane lodem,

pobite gary, jak potłuczone gwiazdy na rykowisku.

I już za chwilę przecierki chmur, warkoczyk błota

na okularach, kiedy idziemy przez grudzień,

a śnieg rośnie nam w ustach jak żelki.

To przyzwoity początek. Czysta wiedza

na temat nieznanego lądu i jego sposobów

jest wartością pożądaną, ekstra.

Na razie wysyłamy sobie ciepłe ognie. Chociaż