I deszczu, porwał statek i zgubił bez śladu

W pomrokach. Lecz gdy słońce zabłysło w przestworze,

Egejskie myśmy wówczas zobaczyli morze,

Osiane kwiatem trupów i floty szczątkami.

My tylko uszli cało. Jakiś bóg nad nami

Zlitował się, nie człowiek, po odmęcie wody

Na tramie118 ocalałym uniósł nas bez szkody —

Wyżebrał nas czy wykradł. Szczęście nam przy sterze

Usiadło, że ni fala nasze kotwie119 bierze,

Ni rzuca nas ze statkiem na wybrzeżne skały.