Codziennie się skradając, twą czarną wątrobą

Straszliwy głód swój sycił. A końca już z tobą,

Znoszącym takie męki, nie będzie dopóty,

Dopóki się nie zjawi bóg, co, twojej lutej

Męczarni pragnąc ulżyć, zejdzie w Hadu ciemnie,

W czeluścię Tartarową. To wiedząc przeze mnie,

Zastanów się! Nie zmyśla mój język, nie trwoży

Groźbami, mówi prawdę! Wszakże wardze bożej

Zeusowej kłamstwo obce; ziści się, co powie.

Więc rozważ to, roztrząśnij dobrze w swojej głowie,