Do skał odludnych przybić, w tej pustyni głuchej,

Gdzie głosu nie dosłyszysz, nie ujrzysz postaci

Człowieczej! Za to ciało twoje kwiat swój straci

W niesytym ogniu dziennym; noc się utęskniona

Pojawi, zgasi żar ten, a potem znów skona

Poranny chłód pod tchnieniem miłosnego słońca:

I tak cię twa niedola żreć będzie bez końca,

Bo ten, co by cię zbawił, dotąd niepoczęty!

Za miłość swą do ludzi takie zbierasz sprzęty10!

Sam bóg, wbrew woli bogów w ponadmiar wysokiej