Lecz widzisz, Prometeju, jaką krwawą ranę
Zadała ci języka twego czelna70 pycha!
W niedoli tej pokorą niech pierś twa oddycha.
Czyż do tej klęski jeszcze chcesz dorzucać świeże?
Naukę niech ode mnie twa roztropność bierze:
Nie wierzgaj — to ci radzę — przeciw ościeniowi71,
Bo widzisz sam, jakiemu dziś władcy gotowi
Podlegać nieśmiertelni. A teraz odchodzę,
Pragnący się przekonać72, na jakiej by drodze
Wybawić cię z nieszczęścia. Uczynię, co można,