37. Bóstwa wodne
Brat Zeusa, Posejdon, u Rzymian Neptun, panował jako potężny władca nad całym obszarem wód ziemskich: nad morzami, ze wszystkimi ich zatokami i cieśninami, nad rzekami, potokami, strumieniami, źródłami.
Zamiast królewskiego berła Posejdon dzierżył złoty trójząb o czarownej mocy. Kiedy uderzył nim o ziemię, pękały skały, a ziemia trzęsła się w swych posadach; kiedy bóg zanurzył go w morzu, mógł i wywołać burzę na spokojnych falach, i ułożyć do ciszy wzburzone bałwany.
Szerokie dziedziny swego państwa Posejdon zwiedzał na wspaniałym rydwanie, który ciągnęły nieśmiertelne rumaki. Prując fale, jedną ręką bóg trzyma trójząb, drugą kieruje rumakami. To z prawej, to z lewej strony wypływają wówczas mieszkańcy morza i cieszą się, że mogą ujrzeć ukochanego pana i władcę.
Jednak w duszy króla mórz nie zawsze panuje pogoda; nieraz, zły i pochmurny, trzęsie ziemią i wznieca zgubne nawałnice. Wtedy na rozkaz jego Eol, władca wiatrów, wysyła jednego ze swych skrzydlatych sług, Boreasza, wiejącego mroźnym tchnieniem z północy, lub Zefira, sprowadzającego obfitą ulewę, lub wreszcie innego — czasem nawet dwóch, trzech równocześnie, tak że mocując się ze sobą, porywają wszystko w swój wir i odmęt. Biada okrętowi, którego załogę zaskoczyły w drodze podobne zmagania skrzydlatych posłańców Posejdona!
Posejdon swój pałac miał w głębiach morza. Tam mieszkał razem ze swą małżonką, Amfitrytą, jedną z licznych nimf morskich, i z synem Trytonem, którego ciało zamiast nóg miało rybi ogon. Podobnie jak ojciec, również Tryton jeździł po falach, na koniu lub też na wozie, dmąc w ogromną muszlę jak w trąbę. Towarzyszyły mu inne podobne do niego stworzenia, trytony i nimfy morskie; siedząc na grzbietach rumaków wodnych lub zwinnych delfinów, oddają się śpiewowi i muzyce lub też lekką stopą wiodą wesołe tańce po powierzchni fal. Gdy zaś sprzykrzyła im się ta rozrywka, nimfy morskie powracały na dno morza do swych mieszkań, do grot lśniących złotem i srebrem, i zasiadały tam do złotych kołowrotków.
Grecy, którzy zapełniali i ożywiali bóstwami całą przyrodę, upatrywali w każdym źródle, w każdym strumyku i w każdej rzece osobnego boga lub boginię. Takich bóstw liczono trzy tysiące i poczytywano je wszystkie za synów i córki tytana Okeanosa. Tego też Okeanosa, syna Uranosa i Gai, uważali Grecy za boga jakiejś największej, bajecznej rzeki, która miała opływać całą ziemię.
Według ich mniemania bowiem ziemia była ogromnym kręgiem, a naokoło niej płynęła ta właśnie rzeka, zwana Okeanos, tak samo jak jej bóg. Ponad ziemią wznosi się, oparte na jej kresach, półkuliste sklepienie niebios, a w takiej samej odległości pod ziemią roztacza się Tartar. Okeanos nie jest morzem, lecz ma słodką wodę, jest rzeką. Sądzono powszechnie, że wszelka słodka woda na ziemi ma jakimś związek z Okeanosem — nic więc dziwnego, że w bóstwach wszystkich źródeł, strumyków i rzek, stawów i jezior widziano synów i córki prastarego Okeanosa. Wszyscy ci bogowie i boginie, i inni jeszcze, o których nie wspominamy, należeli do państwa Posejdona i podlegali władzy króla wód.
Posejdonowi poświęcony był ze zwierząt koń, którego stworzył (zob. wcześniej, rywalizacja z Pallas Ateną), i delfin; z drzew poświęcona mu była sosna, z której budowano łodzie, a której igły mają ciemnozieloną barwę morza. Jeżeli zaś ktoś z ludzi wyszedł cało z burzy morskiej, wywieszał w świątyni Posejdona obraz przedstawiający przygodę, która go spotkała.
Najwspanialej czczono Posejdona na Przesmyku Korynckim, na Istmie92. Tutaj w świętym gaju sosnowym stała okazała świątynia boga, tutaj też odbywały się na cześć jego słynne igrzyska istmijskie. Walczono tam o palmę zwycięstwa, tak w ćwiczeniach gimnastycznych, jak w muzyce i poezji. Nagrodą zwycięzcy bywał początkowo wieniec z bluszczu, w późniejszych czasach wieniec sosnowy, niekiedy prócz wieńca i gałąź palmowa.