Na Bałkanie nie ma żadnego śladu po Welesie, nawet nie w topografii, oprócz jednego Velesova koło Lublany; tym więcej Wołosowów (miejscowości) i Wołosów (ludzi) na Rusi, tylkoć to nie dowodzi nic a nic, bo należy tu raczej zawsze o św. Własie-Wołosie myśleć; a skoro „brodę” we żniwa Ilji św. zawijają, to i zawijanie brody Wołosowi może raczej do chrześcijańskiego świętego niż do bożka pogańskiego odniesiemy i ostatni mniemany poszlak60 istoty Welesowej przez to usuniemy. Najciekawszą wzmiankę odnachodzimy w Słowie Igorowym, zowiącym wieszczego Bojana, śpiewaka XI wieku: „Welesow wnucze! Jest to jedno z tych jego „starych słowes”, jakaś formułka epicka, której znaczenie nam nie jasne; wedle Aniczkowa (str. 337) jest Weles przodkiem Bojana, albo bojanów = pieśniarzy; wedle niego ten bóg przemysłu i bogactwa (= bydła) jest bogiem kultury, sztuki, pieśniarstwa, przy bogatej uczcie występującego. Ależ to wszystko najpróżniejsze domysły tylko, skoroż samej podstawie rzekomej, owemu „bogu skotijemu” z góry jako niczym nie dowiedzionemu pomysłowi Nestorowemu przeczymy.

Wymieniając powyżej między naleciałościami niemieckimi polsko-czeskie wynoszenie śmierci w niedzielę białą, bynajmniej nie przeczyłem rodzimości podobnych obrzędów np. na Rusi, gdzie przed rozpoczęciem żniw wynoszą lalkę słomianą, Kostromę czy Kostruba i zapasy o nią toczą. Przy obrzędach wiosennych obowiązują powszechnie takie mimiczne obrzędy; wpływ niemiecki upatruję więc głównie tylko co do samego czasu i nazwy. Podobnie wszelkie czeskie wassermany (hašterman), nikusy, sřitki itd., niemieckie niosą nazwy, ależ w swych podstawach są rodzime, jak i rusałki całkiem obcą przybrały nazwę, chociaż są rodzime utwory mitotwórczej fantazji słowiańskiej. W używaniu również masek zwierzęcych są podstawy wspólne i dawne mimo naleciałości obcych i nowych, ograniczonych nieraz do samej nazwy. W owej natomiast przysiędze na słońce, polskiej i czeskiej, tak ograniczonej, późnej, stanowej, nie mogę najmniejszego dopatrzeć się śladu rodzimości i ze starożytności słowiańskich zupełnie ją usuwam, znowu przeciw Niederlemu, który na str. 294 „widoczny przeżytek z prawieku indoeuropejskiego” jak najmylniej w tej przysiędze upatrzył.

Dotąd przytaczałem niewiele faktów, więcej nierównie obcych, mylnych pomysłów; teraz własne pomysły czy fantazje przedłożę.

Wychodzę od założenia, że Weles-Wołos nic ani z bydłem, ani z jakimś demonem wegetacyjnym („zawiązywać Wołosowi brodę” we żniwa) nigdy nie miał wspólnego, że tylko przypadkiem, nieporozumieniem choćby umyślnym pomieszał go kronikarz z św. Własem-Wołosem; wszelkie też nazwy miejscowe na Rusi, wszelkie Wołosowy itd. odnoszą się do świętego, przenigdy do bożka. Weles, forma pierwotna, której też Słowo Igorowe używa, pozostawiając Wołosa na uboczu, był bogiem słowiańskim znacznym, skoro Słowianie ruscy nań uroczyście przysięgali: Ruś na swego Zeus επιóρχιος, oni na Welesa. Jeżeliż ten Weles ani z słońca, ani z wody, ani z żywiołów jakichś, o ile z nazwy wyrozumieć można, się nie wywodzi, czymżeż był on właściwie? Chyba bogiem klątwy, słowa, umowy — nic nad to prawdopodobniejszego. Mają i Litwini bogów czuwających nad przymierzem, zgodą, np taki ligicziusqui concordiae inter homines et auctor est et conservator61” albo „Derfintos pacem conciliat62” (= derintojis „godzący”). Ależ kogo wzywa się na utwierdzenie klątwy? Hadesa, bogi podziemne, w krainie martwych-przodków (boć to jedno) przebywające, mszczące nagłą śmiercią-karą złamania umowy, przysięgi; ziemną, to jest podziemną cechę zdradza kruszenie darni nad przysięgającym. I tu nam Litwa pomoże. Wel, jakie w Welesie istnieje, powtarza się u niej (o żadnej pożyczce, po żadnej stronie, i mowy być nie może, przeciw Pogodinowi) i w nazwie duchów-przodków, i w nazwie ducha złego, weles są dusze, welinas diabeł, por. u Laskowskiego Vielona deus animarum63, Vielona veloscum mortuis64” — veluokas straszydło, łotewskie welu menesis październik (miesiąc zaduszny), weli duchy zmarłych itd. Nazwa dziadów dla przodków niekoniecznie pierwotna, może i Słowianie ich *welami zwali, a Welesem ich władcę. Więc Weles byłby litewski welinas i czeska klątwa, w której Weles całkiem za diabła stawa, byłaby jak najzrozumialszą. Jak Swarog (Swarożyc) Daćbóg nad niebem i ziemią żywych, władał może Weles nad nawią, dziedziną martwych i jego, dla umocnienia przysięgi, do zaklęć wzywana, a u Czechów już bez zrozumienia rzeczy, aż do XVI w. powtarzano; na Rusi, jeżeli Słowo Igorowe Bojana pieśniarza słusznie wnukiem Welesowym obezwało, mógłby Weles od wzywania w przysiędze i potwierdzenia umowy i przeszłością, podaniem, żywym szczególniej u wieszcza, zawładnąć. Ależ tu różnym domysłom otwiera się pole.

Doszukiwam się więc znowu u Litwinów tego, czego u Słowian dla braku źródeł stwierdzić już nie można. Jak dla Peruna = Perkuna, jak dla Swarożyca kowala, co słońce ukuł, tak i dla Welesa rozjaśnia mi Litwa światłem może fantastycznym, ależ zawsze światełkiem wobec zupełnej ciemnicy słowiańskiej, przyrodę65, znaczenie, funkcję bóstwa. Jak pierwotniejszy Litwin formę i funkcję pierwotną Perkuna wbrew Słowianinowi zatrzymał, tak ocalały u niego i właściwe nazwy duchów zmarłych, welów (wiły w żadnym znimi nie zostają związku, co przeciw A. Wesełowskiemu wyraźnie zaznaczam), które Słowianin dziadami, nawią i innymi zastąpił, a w jedynym Welesie=welinas, ich władcy, zachował. Pamięć welów na Litwie bardzo żywa, ale nie myślę bogatej tej materii tu roztaczać; czy nie należy tu i słowo ich welenà dla darni, co niby siedzibę welów przykrywa? Welona Laskowskiego (oprócz niego nie poświadczona przez nikogo) bardzo by zatem przemawiała.

Jeżeli tak obficie z Laskowskiego korzystam, toć się i jemu coś dla wdzięczności należy. Rozwiązałem dawno sporą liczbę zagadek jego, nierozwiązanych albo mylnie rozwiązywanych przez wszystkich poprzedników moich, od Mannhardta i Mierzyńskiego aż do Grienbergera, w Litwie Starożytnej; tu dorzucę jeszcze szczegół tam nie poprawiony. „Ratainicza equorum habetur deus66”: Mannhardt i Mierzyński uznali w tym słowie wozownię (od ratas kolo, przyrostek -inycza słowiański) i znaczenia boskiego mu odmówili; Grienberger powołał się na ważnyczia (zapominając te to tylko z woźnicy zapożyczenie), aby masculinum i personfikację uzyskać. Ależ należy nazwę odczytać poprawnie; jest to raitiniczis od raitas konny, prastarego słowa litewskiego (rojtiniki — konni zachodzą w dokumentach XV i XVI w.), nic z niemieckim Reiter (jak Leskien sądził) nie mającego wspólnego; są i inne twory na -iniczius u Laskowskiego, np. Siliniczus (botek mchowy).

Określając ostatecznie funkcję Welesa, opieram się o litewskie weles67 i welinas, o rusko-słowiańskie wzywanie jego przy przysiędze uroczystej i uznaję w nim boga nawi, dziedziny dusz i przodków zmarłych, słowiańskiego Plutona czy Hadesa, nie pod ziemią, lecz gdzieś na zachodzie, za morzem przebywającego. Mamy zdaje się bezpośrednie o istnieniu słowiańskiego Plutona świadectwo, niestety nie wypisujące nazwiska jego; Herbord III 24 wymienia bowiem w Wolinie cześć najwyższą Plutona. Gdzie szukać dalszych śladów owego tematu? W wel- nomenklatury topograficznej? Wadzi znacznie, że ten temat spada się z tematem odmiennym wel- wielki. Odrzucamy wszelkie ruskie Wołosowy, jako do Wołosa=Własa=Błażeja, nie do Welesa należące; natomiast do samego tematu pierwotnego wel- może zaliczymy nazwy Wołynia ruskiego (jest i Wełyń) i pomorskiego; nazwę, zdaje się, powtarza i Wlinbaba Żyda Ibrahima X wieku (965 czy 973 r.), to jest nazwa plemienia, z którego król prasłowiański Macha pochodził; na ten domysł prowadzi forma oboczna z e.

Jeżeli nie w imionach68, może w słowach69 ten temat odnajdziemy. Prasłowiańska czarodziejów-wróżbiarzy nazwa to vołchw, czeski vlchvec phitones, urobiony przyrostkiem sv (lub chw, to na jedno wychodzi) od tematu vel? Ze słowem tym pozostaje w najściślejszym związku czasownik vlъsnąti albo vlъchnąti o pomrukiwaniu, który uważam za odwiedziony od slowa wlъchwь, nie (jak Mikloisch sądzi) odwrotnie. Wołchwy (co i do Finów przeszli, fińskie welho czarownik) nazwane od wróżenia w imię przodków czy zmarłych welów i odpowiadałaby to jak najdokładniej relacji o nich Thietmarowej: ministri idolorum (w Radgoszczu) sedent et invicem clanculum mussitantes (to jest właśnie vlъchnąti) terram cum tremore iniodiunt... sortibus emissis... quibus finitis cespite viridi (to jest darnią, litewskie welena, słowiańskie Wełyń-Wołyń) eas operientes70 etc. Po tej wieszczbie Welów podziemnej następuje naziemna przez konia Swarożycowego i wyniki obu wieszczb winny się zgadzać, jeżeli przedsięwzięcie ma dojść do upragnionego skutku. Samo vlъsnąti chyba nic w sobie onomatopoetyckiego nie zawiera i dlatego wybrałem taki jego i wołchwa wykład, nie przecząc wcale, że bardzo fantastyczny na pozór. Czy obok wołchw istniała i forma pierwotna wołch, jak Pogodin sądzi (któremu szczegół o fińskim kurgo czarodzieju zawdzięczam, Izwiestija słowiańskie akademji XVI, 4, str. 37), powołując się na imię rzeki Wołchowa i (niesłusznie) Wołcha bylinnego, tudzież czasownik vołsziti, nie rozsądzam, chociaż bardzo o tym wątpię.

Śladów Wełesa-bożka w nawi panującego, siedzącego za wodą (dokąd duszom zmarłych mosty z ciasta pieczono?) można by i dalej szukać; czyżby np. nie można na podstawie kenninga Słowa Igorowego o Bojanie jako o wnuku Welesowym przypuszczać, że, jak wedle Cezara Galii se omnes ab Dite patre prognatos praedicant71, tak i Słowianie od Welesa się wywodzili? Umyślnie ryzykuję takie najfantastyczniejsze przypuszczenie, aby wykazać, jak daleko odbiegliśmy od „Wołosa skotija boga”, istniejącego tylko w fantazji kronikarskiej, a ślepo powtarzanej przez wszystkich niemal badaczy; jedyny, ile wiem, Bogusławski W. , Dzieje Słowiańszczyzny północnozachodniej II 761, całkiem gołosłownie twierdził, że Weles to księżyc, opiekun pasterzy i trzód a, jako bałamut skończony, dodał mu do pary polską to jest zmyśloną najdowolniej — Dziewanę-Dianę, bóstwo księżyca i łowiectwa.

VI