Przy wiekowym współżyciu pogaństwa obok chrześcijaństwa, wrogim, jak u Słowian nad Bałtykiem, spokojnym, jak na Rusi i na Bałkanie, nie obeszło się w końcu bez wpływów wzajemnych. W poprzednich rozdziałach wytykaliśmy je nieraz. Weles został bogiem bydlęcym — specjalizacją w pogaństwie dosyć rzadką; zamiast „boga bydlęcego” istnieją raczej, jak u Litwinów, bogowie prosiąt, cieląt, krów, koni itd. osobni — tylko dzięki św. Własowi dla całkiem pozornego podobieństwa obu nazw; nawet Świętowit dostał świętego w pierwszym członie złożenia może pod wpływem chrześcijańskim; o czarnym bogu to jest o diable chrześcijańskim nie masz najmniejszej wątpliwości; posądzono nawet Trzygłowa — może nie bez racji pewnej o jakąś parodię niby trójcy chrześcijańskiej, a wyżej i inne podobne przytoczyliśmy ślady wpływów chrześcijańskich.

Są one dwojakie, albo całkiem zewnętrzne, mechaniczne, to jest narzucanie samej nazwy czy też pojęcia chrześcijańskiego istotom czy obrzędom pogańskim, niby ich fałszowanie nieumyślne; albo istotę chrześcijańską wyłącznie przemyca się do olimpu pogańskiego. Pierwsze powtarza się często; nie wiemy, jak nazywali Polacy obchody, kończące wiosnę a zapowiadające lato i prace żniwiarskie, ale chrześcijańską sobótek nazwę przyczepili do tego obrzędu (sobótki, nie sobótka, przed zielonymi i innymi świętami, bo liczba mnoga obowiązywała dla nazw świątecznych, por. świątki, imieniny, gody itd.). Na Rusi jest kupało również chrześcijańskim płaszczykiem na tym samym obchodzie pogańskim, bo oznacza tylko, że od 24 czerwca wolno się kąpać, skoro Jan Chrzciciel wszelką „nechrist” z wody wygnał (po to, aby na jesień znowu do niej wracała); więc znowu obchód pogański chrześcijańską otrzymał nazwę.

Silniej zabarwiły pojęcia chrześcijańskie mity o Brzeginiach-Wiłach-Rusałkach. Wspomnieliśmy już wyżej, że jak najmylniej Wesołowskij, Janko i inni te nimfy rzeczne, skalne i leśne z dusz zmarłych i ich kultu wywodzili. I śladu po kulcie zmarłych czy dusz u Wił (imię to Wesełowskij najdowolniej z litewskimi weles utożsamił) nie ma, boć są to wyłącznie młode, piękne, hoże niebianki-diablęta. Cóż by u nich po starych babach lub po mężczyznach, ale czyż baby i mężczyźni dusz nie mają? Gdzież się ich dusze podziały? Pod wpływem chrześcijańskim musiały się Wiły-Rusałki jako „nechrist” w diabelstwo obrócić, ale skądżeż się ciągle biorą, niby odświeżają? Wiemy, że prosty lud ociągał się długo przed obrzędami chrześcijańskimi, uważał je za zbyteczne, wyłącznie pańskie, bojarskie, np. ślub cerkiewny, a podobnie i ze chrzcinami nie spieszył. Nalegało nań duchowieństwo, aby „poganina” (dziecię niechrzczone) w domu nie trzymał i groziło, że gdy dziecię takie umrze, w czarta się odmieni. Podobnie było z kobietami, co śluby bez cerkwi zawierały, ale najgorzej bywało ze zmarłymi. Cerkiew kazała ich grzebać na cmentarzu, w ziemi święconej, przy samej cerkwi; lud prosty trwał przy swoim zwyczaju, grzebał ich na ulubionych przez przodków miejscach, po łąkach i lasach, nad ruczajami. Wedle nauki duchowieństwa dusze ludzi, nie w świętej chowanych ziemi, samobójców, ginących nagłą śmiercią, nie znachodziły spoczynku, tułały się i napastowały żyjących; to nawie biło Połoczan nawet w jasny dzień. Otóż albo duchowni albo za ich wpływem lud połączył nawie z leszymi, wiłami-rusałkami, ale nie do końca dał się zbałamucić; wiły jako nimfy tak były utrwalone, że ani babom ani mężczyznom się nie poddawały pojęcia o wiłach; nawki (z czego etymologią ludową mawki, niby małe? powstały) tylko dzieci niechrzczonych, dziewcząt zmarłych przed ślubem (zamiast ślubujących poza cerkwią, więc nieważnie) przechodziły wraz z nazwą do rusałek (wystarczy wypowiedzieć formułę chrztu, aby je „wybawić”). Dzisiejsze o nich pojęcia jako o duszach nic o pierwotnej ich naturze nie przesądzają.

Kiedyż mowa o chrzcie, zaznaczmyż, że tak samo wpłynęło chrześcijaństwo dopiero czyli raczej wywołało pojęcie o kumowstwie przy chrzcie albo i przy postrzyżynach, co kościół niby z bierzmowaniem łączył. Przeciwnie sądzi Bystroń (str. 91), że „trudno przypuścić, żeby instytucja kumów wyrosła jedynie i wyłącznie na gruncie chrześcijańskim; przeciwnie trzeba przypuścić, że już za czasów pogańskich istnieć musiały osoby spełniające pewne czynności obrzędowe we związku z przyjęciem dziecka do społeczności, wobec których następnie dzieci te miały specjalne obowiązki”. Ależ w opisie postrzyżyn piastowych czytamy tylko o gościach, nie o kumach, a z ustawodawstwa kościelnego wiemy, jak walczył kościół z nowonawróconymi o uznanie obowiązków, wypływających ze wszelkiego kumostwa (i między kumami samymi), por. postępek Metodiusza na Morawach wobec kumów, co się wbrew jego zakazowi pożenili.

Kto by wątpił o wpływach chrześcijańskich na wierzenia pogańskie, niech się tylko przyjrzy napływowi żywiołów obcych, późniejszych znacznie niż chrześcijaństwo, do wierzeń słowiańskich. U Słowian zachodnich, u Polaków, Czechów, Łużyczan, dalej u Słowieńców, przeważają niemieckie nazwy „mityczne”. Taki skrzatek-skřitek, spiritus (špirek), kubołćik itd. zastąpili imiona pierwotne: ubożę, gospodarzyk (domowy, didko); warto tu wspomnieć o glosie słowniczka poznańskiego lares familiares skrzathkovye quos nos vocamus maly lvdzye114. Tak samo ma się rzecz z „wodnym mężem” = Wassermanem (ależ i to może tylko tłumaczenie, zamiast topielca?), którego i hastrmanem i bestrmanem zowią (Czesi). Nyks, Nykus (Nix) Łużyczanie; i błudy, błudički tłumaczą tylko Irrlicht, a leśny mąż i dziwożony (to jest dzikie żony) Waldmann i Waldweiber jak ohnivy muż, Feuermann; tym łatwiej uwierzymy, że i mora, zmora, to tylko niemiecka Mahre, jeżeli przypomnimy, jak wcześnie, najpóźniej od jakiego X wieku, Słowianie wampira jako „upira”, upiora sobie przyswoili. O Dyterbiernacie, Meluzynie itd. u Łużyczan i Czechów, o żalikżenach słowieńskich nie ma co i mówić; nasze Mamuny nie od mamienia, jak Niederle sądzi, nazwano, lecz to mamona biblijna i na Rusi w obelgę przeszła.

Ale wątpliwości sięgają głębiej. Czy południca albo przypołudnica również nie urodziła się dopiero z daemon meridianus115 psalmu? Przecież na Bałkanie, gdzie by dla samego klimatu należało się jej miejsce pierwsze, i na Rusi bardzo niewiele o niej wiedzą; najwięcej u Łużyczan, u Czechów i u nas, przy czym zupełnie odmiennie ją sobie przedstawiają, to jako straszliwą, wysoką babę, to jako rusałkę nadobną, por. Bystroń, Obrzędy żniwiarskie, str. 7–17, gdzie też bardzo pouczający przykład o zbójcu Zagacu, co z istotnego rozbójnika, brojącego przed kilkudziesięciu laty, przeszedł w istotę „mityczną”. U Łużyczan wywołała przypołudnica i Smérkawę, brojącą podobnie o zmierzchu i dlatego tak przezwaną, ale to tylko straszydło na dzieci, aby się o zmierzchu nie wałęsały, i do demonologii nie należy.

W tych i podobnych razach (por. gromownika Ilję itp.) zastąpiono przez nazwy i postaci chrześcijańskie nazwy i postaci pogańskie, istniejące dawno przed wszelkim chrześcijaństwem. Ale rzadziej nierównie przemycają nowe, wcale pogaństwu nieznane, obce mu z gruntu, pojęcia, istoty chrześcijańskie. Więc widzieliśmy, że diabła-czarnego boga wmówiono w Słowian bałtyckich i na próżno osadzał Niederle w Olimpie rodzimym naleciałość obcą. Tak samo ma się rzecz z pruskim i litewskim Pikulas, to jest czartem. Weszłyż znanym nam trybem Krikstos to jest bożki, opiekujące się krzyżami, do „mitologii” żmudzkiej (Kriksthos cruces in tumulis sepultorum custodit116prawi Laskowski), rozdrabniającej funkcje bóstw do najpotworniejszych szczególików. Otóż twierdzą mitologowie, Grienberger a przed nim wszyscy inni, że był staropruski i litewski bożek rodzimy, Pikułas od pyk-ti biesić się, piktas zły (piktis czart u Szyrwida), całkiem niby Czarny bóg u Słowian bałtyckich, bóg nieszczęścia i złości, z którym diabła utożsamiono później dopiero. Twierdzę przeciwnie, że nie było ani Czarnoboga, ani Pikuła żadnego u pogan, że to dopiero diabeł chrześcijański wywołał mniemane bożyszcza pogańskie.

Całkiem jak Długosz Olimp italski do Gniezna wprowadził i Jowiszami itd. go poobsadzał, tak samo urządzili się r. 1530 autorowie agendy kościelnej pruskiej i wyliczyli pruskich bogów Occopirmus, Swajkstiks, Auksschautis, Autrympus, Potrympus, Bardoaits, Pilwitus, Parkuns, Peccols atque Pocols (czy Pacols), niby: Saturnus, Sol, Aesculapius, Neptunus, Castor et Pollux, Ceres, Juppiter, Pluto, Furiae; ten spis (rękopiśmienny) przedrukował po części Hier. Małecki w znanym liście do Jerzego Sabina, rektora wszechnicy królewieckiej wystosowanym, wydanym po łacinie i po niemiecku, w drobnych między jednym a drugim tekstem odmiankach w pisowni tych nazw. Spis tych dziesięciu „wielkich” bogów wywoływał ufność, ponieważ — inaczej niż u Długosza, co żadnych bogów polskich istotnie nie znał — trzy nazwy skądinąd dobrze poświadczono: ParkunsJuppiter tonans117, znany powszechnie, a Collatio episcopi Varmiensis z r. 1418 w Prusach pogańskich mówi jako o „colentes Patollu Natrimpe et alia ignominiosa fantasmata118” (zamiast „Patollu” „Pacollu” czytać należy, t i c często ani wyróżnisz po rękopisach). Udawał przy tym Małecki takie znawstwo wierzeń pruskich, że ani pomyślano, że to tylko cygan się dziećmi świadczył. I rozważano szeroko a głęboko te nazwy, po raz ostatni Grienberger, przed nim Solmsen u Usenera itd., a wyniki były najfatalniejsze. Zaraz u pierwszego bóstwa utkwiono bezradnie i przyznał Grienberger str. 77 „der Name ist noch völlig dunkel119”. Zagadkę dopiero ja rozwiązałem: okkopirmas jest po prostu ukopirmas = najpierwszy, nie nazwa bóstwa, lecz tłumaczenie proste owego pojęcia; autor agendy zapytał tłumacza-tołka, jak po prusku najpierwszy bog? a ten dosłownie odpowiedział: najpierwszy = ukopirmas. Tak odpada z liczby dziesięciu bogów zaraz pierwszy, jako nic nie znaczące słowo: dwu innych uzyskał Speratus w ten sposób, że dwakroć z jednego bóstwa dwa poczynił i taić Pecolos (Pluto) i Pacolos (Furiae) jest jeden i ten sam Pikuls diabeł, piekło a wszelkie głębokie Małeckiego i innych wyróżniania między jednym a drugim, między Pocclum inferni deum a Pocollum aereorum spirituum deum, dowodzą tylko wspólnego wszystkich tych plotek źródła, Agendy. Tak samo zrobili Speratus czy Polenz z jedynego Natrimpe dwu: Autrimpus (Antrimpus?) i Potrimpus a Malecki z ich Neptunus i Castor udziałał sobie bożka morza Antrimpus i bożka „fluviorum et fontium Potrimpum”.

Tak załatwiliśmy się z sześciu „bożkami”; siódmy, Swaistiks = Sol, jest wymysłem, znaczy świecącego; ósmy Bardoits albo Gardoits, bo pisownia chwiejna, deus nautarum, niby Pollux, usuwa się dla owej chwiejności od wykładu; dziewiąty, Pilwitus, niby Ceres, jest zdaje się nazwą niemiecką, znaną dla czarodziejów w Prusiech, Pilwiten (gdzie indziej w Niemczech Bilwizzen itp.); dziesiąty Auschauts = Aesculapius, powtarza się u Małeckiego jako Auscautus deus incolumitatis et aegritudinis120, a Grienberger str. 83 zrobił z niego jakiegoś niemożliwego aukszczautis „wysoki”, zapomniawszy całkiem, że tego samego widocznie bożka Małecki jeszcze na dwu innych miejscach przytacza jako Auschlauis (bóg chorób) i jako „dobrotliwego a silnego boga Auszkayten”, którego ofiarnik (wurszait) uprasza o wstawienie się łaskawe przy nieurodzajach, aby prosił Pergrubrium (inny bożek, z wyłącznej już kuźni Małeckiego, niby bożek roślinności), Parkunium (! zamiast Parcunum), Schweygstix (poprzednio i jako Schwaytzstix wypisany!) i Piltuten (! zamiast Pilwuten) — mimo całej rozbieżności pisowniowej, nie ma wątpliwości, te tłumacz-tołk na pytanie Sperata, jak bóg ułomności to jest Eskulap się zowie, „auschautins to jest winy, ułomności” odpowiedział i tak zawędrował drugi, całkiem obojętny termin (jak ukopirmas) do Olimpu i mitologii, z tłumaczenia Ojczenaszu dobrze nam znany. Od siebie dodał Małecki sam, ubiegając się z Agendą o zasługi niepowołane około tworzenia post festum olimpu pruskiego, oprócz owego na św. Jerzy 22 marca czczonego wiosennej roślinności bożka, Pergrubria — imię może tylko ponownie na nieporozumieni u polega jakimś, por. pruskie pergubons-pergrubrius widocznie pomylone z pergubius, co już Grienberger trafnie zauważył — przybywający, przychodzący — dalej do liczby pruskich bóstw jeszcze: Puszaitis to jest Sosnowca (pisząc go najniedołężniej Putscaetum sacrorum lucorum tutorem121, Puszkayts sambucus, bo pod bzem mieszka — por. mieszkanie Kirnas pod czy nad czereśniami, zob. wyż. — i Puszkaytus bóg ziemny), wysyłającego krasnoludków, niemieckich Erdmenlin, Barstucke (na drugim miejscu Perstucken to jest Paluszków chyba poprawniej) do stodół pruskich i oświecającego miłosierdziem panów ich, nazwanych Marckopole (czytaj widocznie w drugim członie złożenia pote, patis = pan; „magnatum et nobilium deum122” zdaje się tylko myłką zamiast nobiles — panowie; w pierwszym członie może merga dziewczyna czy margas pstry, tkwi?).

Jeżeli dodamy, że narzeczona, żegnając się z ogniskiem w domu rodzicielskim, przemawia doń: Ocho moy myle schwante panicke (to jest pruskie panno ogień, mais mils = mój miły) i że wzywają na owym obchodzie „Pergrubriuszowym” bożka Parcknus, aby odbijał Pokkollum, tośmy wyczerpali, co Małecki o bożkach pruskich zapisał.