Tu wstawiam uwagę co do przyrostka litewskiego -unas; Leskien, Bildung der Nomina etc. str. 395 uznał je bowiem za pożyczkę słowiańską; tak nie jest bynajmniej. Łotwa nie zna wprawdzie tego przyrostka wcale, ale -unas (-ůnis) jest bardzo pospolite, jest i -onas i wobec wahań co do samogłoski (ů-u-o), powtarzających się stale (przecież przyroda litewskiego ů bardzo wątpliwa) można i przyrostkowi — ūnas rodzimość przyznać; odsądzając ūnas od rodzimości nie uwzględnił Leskien właśnie naszego Perkünas. Moim zdaniem -ūnas, mimo zupełnej niektórych formacji zgody i widocznej pożyczki, np. w begunas=biegun, liżunas = lizun, wałkunas = wałkoń, i mimo feminina na -ka, zdradzające również pożyczki słowiańskie, jest przyrostkiem litewskim, malūnas = młyn, karaliūnas: królewic (por. laigunas=szwagier) w nieznanym u Słowian oznaczaniu pokrewieństwa, swogūnas cebula i inne; jawnie występuje u osnów na u, np. wirszūne wierzchołek. Nie można więc ze strony przyrostka nic Perkunowi zarzucać; od osnowy na -u najpoprawniejsza to formacja. Lecz wracamy do dziejów słowiańskiego Peruna.
Do nowego, acz krótkotrwałego życia kultowego powołali w Kijowie i Nowogrodzie Peruna normańscy książę i drużyna, najgorliwsi Thonara-Thora czciciele; Thor, nie Odyn ani Freyr, był ich właściwym bóstwem; jego nowa cześć odżyła u Słowian wschodnich pod dawną nazwą. Nowa więc cześć bożka Pioruna była tylko staroruska, miejscowa, najsilniej o Kijów i Nowogród oparta, mało czy mniej ludowi słowiańskiemu znana, który też najzupełniej o Perunie zapomniał (inaczej niż Litwin), gdy ślady innych bóstw, Wołosa, Mokszy, pozostały do dzisiaj. Normańska drużyna klnie się też Perunem, albo wyłącznie za Igora (czyżby tylko kronikarz opuścił wzmiankę innych bogów?) albo wraz z Wołosem. Szwedzki Thor odmienił w Kijowie i Nowogrodzie nie tylko nazwę, lecz i strój i atrybuty; brodacz szwedzki zatracił tu brodę, miał tylko wąs złoty (z jego „us złat” w Kronice urobiono w XVIII wieku nowego bożka Usłada, niby Kupido), gdy w Szwecji go nigdy wąsalem nie przedstawiano; wygolona broda i włosy, ale wąs zawiesisty zdobiły i Świętowita arkońskiego, jak każdego (oprócz kapłana Świętowitego, długobrodego i długowłosego) Rugijczyka; por. srebrny wąs korzenieckiego Trzygłowa-Tiarnoglofi.
Różnił się więc kijowski Perun od szwedzkiego Thora fryzurą i atrybutami: ów dzierżył kij, ten młot dźwigał, miölnir-mołniję (por. pruskie melkowe, nieodgadnione dotąd należycie, o burzy?); Janko str. 222 włącza tu najniepotrzebniej zmyślony moim zdaniem opis mniemanego białoruskiego „Peruna” i wkłada pierwotnemu Perunowi broń ognistą, upodobnienie jakieś pioruna w ręce, niby młot Thorowy — całkiem dowolnie, wbrew źródłom.
O Perunie i Thorze rozprawiał Stanisław Rożniecki (duński sławista), Archiv f. sl. Philol. XXII 462–520. Od niego zaczerpnąłem kilka wyżej przytoczonych szczegółów; pomysły jego własne uważam za zupełnie chybione. I tak otrzymała wedle niego wspomniana w Kijowie w w. XII Turowa bożnica nazwę od kultu pierwotnego Thora; bajka to wierutna, gdyż najpierw nigdy bożnicą nie nazywano świątyni pogańskiej (bożnica cerkwią była38) i do dziś u Litwy i Łotwy tylko w tym istnieje znaczeniu, gdy na Rusi pierwotne odmieniła i o obrazach świętych w domu się używa), a po wtóre nikt w Kijowie o świątyniach pogańskich nie słyszał, słupy boskie na wzgórzu — toć jeszcze nie „bożnica”. Za to oświecił autor nordyjskimi paralelami jak najzupełniej szczegóły przysięgi Olegowej; po złożeniu na ziemi broni i „bugów” to jest naramienników wzywają Peruna; gdyby przysięgę złamali, niech broń własna ich nie broni więcej, niech pożółkną jak złoto. Ta rozprawa Rożnieckiego odznaczała się jeszcze względną wstrzemięźliwością; o niej zapomniał zupełnie w najnowszym dziele: Varaegiske minder i den russiske heltedigtning (Kopenhaga 1914, str. 307), gdzie bylinne nazwy, słowa i tematy w najniemożliwszy sposób ze szwedzkiego powywodził. Dla scharakteryzowania tej metody, co z największą drobiazgowością i z najściślejszą akrybią39 filologiczną przeciw wszelkiej metodzie grzeszy, wystarczy jeden szczegół: byliny Dniepr stale Nieprem nazywają, otóż Rożniecki (w dawniejszej rozprawie w „Izwiestijach” petersburskich i w wymienionej właśnie książce) twierdzi, powołując się na dzień — dnia itp. (!), że z dn- nagłosowego d- nie odpada w ruszczyźnie, natomiast odpada w szwedzkim, więc nazwę Niepr, a z nią i tematy bylinowe z nazwą tą łącznie przejęła Ruś od Szwecji! Ależ Polacy żadnej ze Szwedami nie mieli dawniej styczności, a tak samo Dniepr stale od XIII do XVIII w. Nieprem nazywali; nawet Maciej Miechowczyk w opisie obu Sarmacji; Stojeński w gramatyce polskiej 1568 r.: Niepr, Niestr; Paprocki obu postaci równolegle używa; co gorsza, i z Dniestrem, a o nim u Szwedów głucho zupełnie! tak samo się obeszli i Niestrem go stale nazywali — cóż z tego, że dziś Mała Ruś przy: Dnipro, Dnistro, obstaje, w XIII-XVIII w. było inaczej; w: dnia, dno, d odpadać nie mogło, boć dzień, denko już (pominąwszy późniejsze dopiero zetknięcie się d i n) to d podtrzymywały. Więc cały wywód „Niepra” ze szwedzkiego jest tylko najgrubszym nieporozumieniem; wszelkie inne wywody, o bylinnym „kreście lewanidowym” itd. są również zupełnie chybione; normanizm najniepotrzebniej na nową naraził się porażkę, z której autochtoniści w guście Iłowajskiego i Hruszewskiego niechybnie i słusznie skorzystać by mogli.
Nie bez umysłu wtoczyłem tu sprawę „normańską”, ponieważ właśnie normaniści Peruna Włodzimierzowego wręcz z normańskiego Thora wywodzili, pochodzeniu jego słowiańskiemu przeczyli. Zaprzeczyć się nie da, że o Perunie-bogu, poza Kroniką i jej powtarzaniem w przeróżnych Słowach-kazaniach, zupełnie głucho na Rusi samej; powtarzają imię, lecz nigdy żadnych szczegółów nie przytaczają; nawet Słowo Igorowe, nazywające „starymi słowesy” różnych bogów, o Perunie grobowe zachowało milczenie, co przypadkowym nie jest. Lecz daleko mi do teorii normanistycznej samej. Thor nie wywołał Peruna, lecz wskrzesił jego, bo niepodobna mi rozrywać związku Peruna z Perkunasem; czy mój sposób rozwiązania wszelkich zagadek jedyny, trafny, niech inni osądzą; etymologia ludowa, co z Perkyna, Peryna — Peruna urobiła, jest starsza niż przestawka płynnej (*Prekyn), bo taka przestawka wszelka dopiero później się zaczęła; Peryn Perun jest prasłowiańskim wytworem, przestawka płynnej nie jest nim.
Streszczając wywody o Perunie przechylam się, w przeciwieństwie do Janki i innych raczej do wywodów Aniczkowa (str. 262 i 263): „Kult Peruna był kultem księcia i drużyny. Gdy Włodzimierz wystawia — w celach politycznego zjednoczenia Rusi, a raczej tylko dla silnego zaakcentowania siły zachwianego już bardzo pogaństwa — „kumiry” za dworcem, posyła Dobrynię do Nowogrodu urządzić i tam kult Peruna — widocznie go w Nowogrodzie nie znali; miał ten kult związać południe, Ruś, i północ, Wariagów40, albo przynajmniej oba grody, oparcie władzy Włodzimierzowej. Tak samo posyła nawrócony Włodzimierz tegoż samego Dobrynię do Nowogrodu, który został tegoż chrzcicielem-Kupałem. A ze słów owego przedmieszczanina nowogrodzkiego do zwalonego w Wołchow Peruna: dosyć jadłeś i piłeś, a teraz idź precz, można wnosić, że ocalała jakaś pamięć o obojętności dlań Nowogrodzian — naturalnie, skoro boga tego narzucono ludności, a dla jej własnych potrzeb religijnych on był zbyteczny”. Przytoczyłem te słowa, ale na wszystkie bynajmniej się nie piszę. Sama obojętność Nowogrodzian niczego by przeciw ludowości kultu Perunowego nie dowodziła; tak samo bowiem szydzili Rugijczycy ze swoich własnych arcyludowych Świętowitów, skoro się raz o ich niemocy przekonali. Również nie dopiero Dobrynia Peruna do Nowogrodu wprowadził — był tam Perun dawno przed Dobrynią, choćby za pierwszych Wariagów IX w.; zastrzegam się więc, jak i Niederle str. 103, przeciw tej „oficjalności”, przeciw temu „prawitelstwiennemu” kultowi Perunowemu (por. com wyżej o tej misji Dobryni i o całym postępowaniu Włodzimierzowym powiedział), właśnie ze względu na rozszerzenie imienia Perunowego po całej Słowiańszczyźnie, a jeszcze bardziej ze względu na Perkunasa. Nie potrzebuję dowodzić, że we zwrotach polskich (a podobnych białoruskich) niech cię piorun trzaśnie, tam do pioruna i podobnych, również jak u podobnych słowackich (parom sic! — do teba, kde si boł u paroma, parom tia vzal i innych, por. Niederle str. 97), również tyle mitologii, co w niemieckim Donner und Doria albo we francuskim foudre czy tonnerre, używanych przy klęciu; wszędzie tu piorun za diabła raczej staje, nic tu więc pogańskiego.
Jeżeli więc Korsz zapewnia, że „o słowiańskim pochodzeniu imienia Peruna nie może być teraz i mowy”, to niczym swej dowolności usprawiedliwić nie zdoła. W zjawisku atmosferycznym rozróżniał Słowianin wrażenia wzrokowe błyskawicy — mołnii (co z kaszubskiej mołnii w Encyklopedii Polskiej III wywiedziono, również tylko do rojeń należy); słuchowe gromu; mechaniczne (ictus fulminis, Blitzstrahl albo Blitzschlag) piorunu. Jest więc (lub może być) piorun w tym znaczeniu (nie o bóstwie) słowem prasłowiańskim, żywym w Polsce dotąd, zapomnianym gdzie indziej, co oddziałało swego czasu na pierwotnego, litwosłowiańskiego Perkyna-Peryna jeszcze w dobie prasłowiańskiej (przed wszelką przestawką płynnych) i w taki sposób do Olimpu słowiańskiego się przemyciło, gdzie jednak dla zbyt dotkliwego z samym zjawiskiem atmosferycznym spojenia ustępowało innym, nowym wyobrażeniom mitycznym; tylko na Rusi dzięki wpływowi normańskiego Thora wydostało się na nowo na szczyt Olimpu, ale nie na długo. Pytania o współczesności kultu Thorowego obok Perunowego wcale nie poruszamy, gdyż brak wiadomości o owym kulcie: turowej bożnicy doń nie zaliczamy, a innych poszlak nie ma, gdy i imię zwierzęcia tura tak znaczną w imiennictwie słowiańskim odgrywa rolę (poza Rusią! w Polsce, Czechach itd.), że śmiało wszelkie słowiańskie Turowy, Turwie, Turska, Turoby itd., od nazwy „buj-tura” wywodzić wolno.
Od Peruna, którego wysławiliśmy na czoło, bo i w kanonie Nestorowym takież zajął miejsce i, co o wiele ważniejsze, do litwosłowianskiego Perkuna sięga, przechodzimy do Swaroga-Daćboga.
IV
Nestorowy kanon bóstw Włodzimierzowych nie wymienia Swarożyca, lecz Dażboga, o którym glosa ruska u Malali twierdzi, że był synem Swarogowym, Swarożycem. Co sądzić o tym bóstwie, którego imię u Luciców-Ratarów Thietmar i Bruno na początku XI wieku zapisali, upatrując w nim najwyższego Ratarów boga? Imię na zachodzie rychło ginie i już w XII wieku żadne źródlo go nie zna. Tożsamość nazwiska bożka odrzańskiego i ruskiego, nadzwyczaj znamienna, upoważnia nas do innych podobnych zestawień i na próżno usiłował Jagić osłabić tę tożsamość, najważniejszy fakt w dziedzinie całej mitologii słowiańskiej, przypuszczeniem, że nazwa nadodrzańska dostała się okrętem do Nowogrodu (!!), a stąd do kronikarzy ruskich. Powtarza najnieszczęśliwszy pomysł Janko: „co zaś w zgodzie z podaniem o starogreckim Hefajście-kowalu przypisywano ruskiemu Swarogowi i synowi jego, słonecznemu bogu Swarożycowi, jest wedle dowcipnego wykładu Jagiciowego czystą kombinacją uczonej Rusi, co sobie chciała wyjaśnić imię boga, przeniesionego do Rusi z krain nadbałtyckich, gdzie słynął jako Swarożyc, pierwotnie sławny przodek a później wojenny bóg słowiańskich Ratarów”.