Ruski Malalas a za nim kronika Hypacka tak o Swarożycu prawią: „Po potopie i rozproszeniu ludów począł panować najpierw Mestrom w Egipcie (czego sama nazwa dowodzi); po nim obwołano Jermija (Hermes), po nim Feosta (Hefajstos), którego to Festa(!) nazwali Egipcjanie bogiem; (za niego spadły kleszcze żelazne z nieba i poczęto broń kuć, zamiast dawniejszych kamieni i kijów; on też nakazał kobietom, żyjącym dotąd całkiem swobodnie, wychodzić za mąż tylko za jednego; która by ten nakaz przekroczyła, te kaźnić kazał. Po śmierci Feostowej, którego i Swarogiem zowią, panował Egipcjanom syn jego Słońce (Helios), którego nazywają Dażbóg. Car Słońce, syn Swarogów, który jest Dażbóg, był silny mąż, nie chciał zakonu Swaroga ojcowskiego wzruszyć... Homer poeta rzekł o nim, jako Dażbog Afrodytę oskarżył... Po śmierci Dażbożej, syna Swarogowego, panował” itd. To samo powtarza Kronika Hypacka pod r. 1114 z powodu bajek, krążących nad Ładogą o spadaniu zwierząt itd. z nieba (więc tak samo owe kleszcze spadły); lecz tekst jej nie bez kilku wtrętów. I tak dodaje już przy pierwszej wzmiance o Feoście: „którego i Sawarogiem zowią (w innym rękopisie: Zwarogiem”; zaś po słowach: (przestępczynię) kaźnić kazał, wstawia kronika ustęp zupełnie skąd inąd: nieznany: „dlatego nazwali go bóg Swarog, ponieważ przedtem kobiety jak bydło żyły (komu chciała, dziecko oddawała), Feost zaś ustanowił, żeby jeden mąż jednę żonę miewał, a kobieta za jednego męża „posagała”, przestępcę zaś aby wrzucać w piec ogniowy. Dlatego nazwali jego Swarogiem i czcili go Egipcjanie”. Dalej jak u Malali, ale kronika Hypacka polega widocznie na jakimś odmiennym tekście. Se ruka, zapisane w drugiej redakcji kazania o chrzcie Włodzimierzowym (zamiast Peruna pierwszej redakcji) odczytywano również jako Swarog, co tak samo odrzucamy, jak jednę nordyjską odmiankę imienia Świętowitego, którą również z Swarożycem łączono.
Gdzie i kiedy wtrącono te glosy ruskie? Krek przypisywał je pierwotnemu Maleli tłumaczowi, Bułgarowi X wieku, czemu się, jak to wyżej wywiedliśmy, sprzeciwia cały typ literatury bułgarskiej, unikającej gorzej ognia w swej grecko-cerkiewnej wyłączności wszelkich wzmianek o tureckim czy o słowiańskim pogaństwie na bułgarskiej ziemicy. Te glosy wpisała ręka ruska w ciągu XI wieku. Mówią one o Kowalu Swarogu i o Słońcu synu Swarogwym; Swarożyca wymieniają późniejsze źródła, np. Słowo Christolubca: „i ogniu modlą się, zowiąc go Swarożycem” i: „którzy modlą się ogniu pod owinem”; Kazanie Jana Złotoustego; „a inni w Swarożyca wierzą i w Artemidę, którym głupi modlą się i koguty im rżną; o ubogie kurczęta, jakie (nie świętym ani wiernym lecz) bałwanom rżną i to (blutiwsze, serbskie bljutiti, nasze wybluknąć = wyzionąć, u Cichockiego przeciw Arianom) sami jedzą a inni je w wodzie topią... A drudzy ogniu (więc tu Swarożyca od ognia odłączono!) i kamieniom i rzekom i źródłom i bereginiom i we drwa, nie tylko przedtem w pogaństwie, ale i teraz”.
Wobec źródeł nie myślimy rozbierać choćby możliwości pytania, czy Ruś Swarożyca od Ratarów sobie zapożyczyła, bo nawet cienia jakiejś tego fatalnego pomysłu możliwości czy prawdopodobieństwa nie przypuszczamy, i z tym przesadnym sceptycyzmem dalej się nie liczymy. Skąd jednak różnica między przekazem kronik, co syna Swarogowego — Swarożyca słońcem nazywają, a przekazem obu Kazań, co Swarożycem ogień nazywają (trzecie kazanie Swarożyca i ogień rozróżnia wyraźnie)? Ależ ta różnica może wcale nie tak zasadnicza. Bo kazania nie prawią gołosłownie, że wszelki ogień Ruś Swarożycem zowie, chyba ogień pod owinem, co ma dopełnić tego, czego słońce nie dokonało, to jest — wysuszyć zwiezione zboże; żeby zaś np. i o ogniska domowego ogień jako Swarożyca nazywano, tego kazania nie prawią; słońce-Swarożyca wzywa się, aby przy suszeniu zboża przez ogień pomagało, to jest od pożaru strzegło. Takim pomysłem można by jakoś sprzeczność usunąć; u Słowian nadodrzańskich Swarożyc, jako bóg ich najwyższy, nie ogniem, lecz słońcem chyba i niebem władał. U owina w stodole mogły praktyki pogańskie to jest zabobonne łatwiej ocaleć.
Jakaż etymologia Swaroga? Nie zważając wcale na Swarożyca odrzańskiego, domagającego się przecież najbaczniejszego właśnie uwzględnienia, chciał Jagić to imię wyłącznie z przekazu kroniki ruskiej jakby jej wymysł wytłumaczyć; wywiódł je więc od zwarzenia skupienia (stadła małżeńskiego), Swarog — niby zwarszczyk, przeciw czemu słusznie Krek się oświadczył, gdyż nieprawdopodobne to dla ruskiego Swaroga, a jeszcze mniej dla Swarożyca odrzańskiego. W Zbiorniku Jagiciowym (1908 r.) umieścił Korsz rozprawkę Obcojęzykowy początek słów cerkiewnych [inogъ: = γρυφ, črьatogъ: i Svarogъ (str. 254–261); usunąwszy powoływanie się Jagicia na nowogrodzką swarbę, skoro to narzeczowa, późna odmianka swaćby i mniemanie Maretica, wywodzącego „sztuczne imię od swarzenia to jest kaźnienia kobiet (!), wraca do zdania Busłajewa a za nim i Kreka, że jest to indyjskie svargas niebo; ależ to nierównie gorszy wywód niż rzeczowe utożsamianie Swaroga z Uranos-Varuna. Wedle Kreka (str. 378–382) „czcili Słowianie jako Deus deorum, któremu poddani byli inni bogowie (jak ludzie w zadrudze swemu „staroście”), twórcę nieba i ziemi, światła i burzy Swaroga, które imię do pierwiastka svar-, sur-, sprowadzić można; indyj. svar znaczy słońce, blask jego, jasne niebo, por. czeskie zvor: zodiacus (ależ zvor: zodiacus, w Mater Verborum, dopiero Hanka zmyślił; czeski zaś svor jest naszym sworem, sworą, to jest sъ+ver i nic a nic ani z Swarogiem, ani z indyj. svar nie ma wspólnego, znaczy tylko „Schliesse, Fuge”); przyrostkiem -ga powstaje swargá niebo (pobyt bogów i duchów), Odpowiadające zupełnie naszemu Svar-o-gъ; jest więc Svarogъ niebem, w którym Perun włada; Svarogъ jest niby tylko inne tegoż imię, inne wyrażenie, gdyż najwyższy bóg szczególnie jako gromowładca Perunem się zowie. Inni tłumaczą Svarogъ jako. swar+ogъ, porównywając: inogъ, črъtogъ, ostrogъ; jeszcze inni uważają za przyrostek samo -ъ, a svarog — jest wedle nich (niemożliwym) pełnogłosem z swargь; Fortunatow Bezzenberger Beiträge III, porównał dlatego greckie σελαγεω z σελγ-, pirogь z spirg-, tvarogь-Quark”. W przypisku jednak przyznał Krek sam, że się samogłoski w svarga i Svarogъ wcale nie zgadzają (nie zgadzają się i spółgłoski, bo to svar- pojawia się w językach europejskich stale z l, ’słońce’ tu przecież należy), że więc to zestawienie pozostaje arcywątpliwym i z nim liczyć się można tylko, jeśli słowo sięga przedsłowiańskich czasów (jakby to co pomagało!) i jeśli nie ma pożyczki.
Wedle Korsza Swaroga nie wymyślił mędrkujący latopis ruski, był on istotnie bóstwem słowiańskim, pokrewnym indyjskiemu Svargas. Skoro jednak imię jego w prawidłowej postaci svorog albo svrag nie zjawia się, nie pozostaje nic innego niż uważać je za pożyczkę, nie wprost od Irańczyków, lecz od jakiegoś innego szczepu aryjskiego, może od tego, co i Finom słów z s zamiast irańskiego h udzielił. Ale Korsz Słowianom stale odbiera nazwy bóstw, bydła itd., wszystkie jakimś Irańcom, Litwinom itd. przypisuje, czego zbijać nie trzeba; on nawet dla inoga ptaka (widocznie od in jeden, urobionego, por. inoka: czerńca; czeskie noh, gryf bez i nagłosowego) arabską nazwę gryfa, anga, jako źródło zmyślił i jedyne niemal małoruskie muroh- murawa, za istotny wytwór z przyrostkiem -gъ uznał. Ale i to bajka. Przyrostek z elementem g albo ż (pominąwszy urobienia pierwotne jak sługa, struga itp.) a z rozmaitymi poprzedzającymi samogłoskami: -eg, o wiele częściej -eż, kradzież, lubież, cierpież, trzymież; -og; -ąg; -ięg= lit. -ingas; -yga, łodyga, kryga; -ug, pleciuga, wijuga; -ig, kъnigy, veriga itd., urabia od pni nominalnych i verbalnych rzeczowniki dla oznaczania ludzi lub rzeczy, czynnych w znaczeniu pnia lub wyposażonych odnośnymi właściwościami, np. ostrog (to jest ostrokół), ostroga i ostręga, mitr-ęga; pstrąg; barłog (we wszystkich trzech rodzajach: barłoga ruskie i barłogo staropolskie, por. również trójrodzajowe dyszel, dyszla i ruskie dyszło!) od barła; pirog od piru — uczty; inog, gryf = odyniec, nie gnieżdżący się stadem, od in = jeden; batog (ani z tureckiego badak gałąź, ani z włoskiego batacchio batocchio) od bata (co znowu nie z battre pożyczono od jakichś Romanów!); niezliczone ruskie -iaga, a nasze -ięga, włóczęga = brodiaga, wiciądz = vitez, ciemięga, skriaga; łodyga, krъkyga, skvałyga: ryczag, sapog nieznanego mi początku; twaróg od twarzy jak formaticus fromage od forma; črьtog mieszkanie od črtъaa namiot41 itd. Tak samo na koniec od swaru nazwano kowala swarogiem, swarzącego się z ogniem? Nie kowala ziemskiego, zwykłego (ten nosił już miana prastare, jeszcze z czasów litwosłowianskiej jednoty, vъtrь i krъčij; wtóra nazwa powtarza się i w krъčagъ korczak i w krъčoma karczma; obie nazwy później zastąpiono pospolitymi nowourobieniami kowal, kowacz, kowarz, kuźniec itd.), lecz kowala niebieskiego, Hefajsta, gdyż niebianom niezwykłe, niecodzienne przynależą nazwy. I tu tkwi najciekawszy i najważniejszy mit słowiański, ba, jak niżej zobaczymy, mit litwosłowiański, co dotąd uchodziło uwagi mitologów, rojących ni w pięć ni w dziewięć zamiast badać fakty. Bo że Swarog to Hefajst, tego nie wydumał chyba z powodu genealogii greckiej Heliosa glosator ruski; to było faktem chyba znanym. Mit słowiański splótł z kowalem niebieskim słońce i ogień (ale nie ogień ogniska domowego!); o ogniu zrozumieć łatwo; dlaczego i słońce, o tym zob. niż.; to splecenie wyraził przydomkami, jakimi obdarzył boga słońca i ognia, zowiąc go Swarożycem i synem Swarogowym.
Ustaliwszy Swarożyca jako kamień węgielny, o który oparła się cała budowa mitologii słowiańskiej, zapytujemy, czy poza Odrą i Dnieprem nie odnajdziemy wyraźnych śladów jego, choćby w nazwach miejscowych?
Zwracano u nas dotąd za mało uwagi na imiona miejscowe dla badań mitologicznych; poszukiwano jedynego Peruna, a pomijano ważniejsze. Za granicą, chociaż tam mają nierównie obfitsze źródła mitologiczne niż są ubożuchne nasze, dawniej o tym pomyślano; por.: najświeższe dzieło szwedzkie: Magnus Olsen, hedenske kultminder i nordiske stedsuavne (przeżytki kultu pogańskiego w nordyjskich mianach miejscowych), tom I (dotąd jedyny), Kristiania 1915, o kulcie bożków w Upplönd na podstawie wielkiego imion zbioru O. Ryghsa Norske gaardnavn. Olsen dowodzi, że kult bożków w przyrodzie (wedle nazw miejscowych złożonych z -vangr, -akkr, -vin) jest starszy niż kult świątyniowy (złożenia z -hof) i wykrywa nawet osobliwszego bożka, nieznanego tradycji pisemnej wcale, Ullr czy Ullin (głównego bożka obfitości, pokoju, zwycięstwa); obok niego występują boginie Disir; później dopiero wypiera młodszy Thorr owego starszego bożka. Czy wszystkie wywody Olsena wytrzymają krytykę mniejsza o to, por. „Literarisches Zentralblatt” z 27 stycznia 1917 r.; zwracamy uwagę na sam fakt, ważny szczególnie u nas, wobec braku dawnych a wiarogodnych źródeł innych dla mitologii.
Najciekawsza z nazw mitologicznych to przytaczana od dawna, do dziś istniejąca Swarożyn (od femin. Swaroga), między Starogardem a Tczewem; r. 1205 sprzedali Jan i Henryk dicti Swadaiawiz (Swadajewicy) de villa que Swarozina dicitur, klasztorowi oliwskiemu działek pod młyn wodny; w trzynastym wieku zjawia się obok tej formy inna: Swariszewo, ale nie utrzymała się, Swarożyn(o) zwyciężyło (X. St. Kujot, Dzieje Prus Królewskich, 1913, I. str. 211). Oboczność tych form dozwala nam zaliczać do nich i Swarzykowo i Swarzyszew i Swarzędz42, dalej Swaroczin (Starodawne prawa polskiego pomniki VIII, 1888, nr. 10609); Miklosich przy tym oba słowa, Swaroga i swar, rozłączył, Swaroga odniósł do pierwiastka sur ze stopniowaniem jak w kwas od kus, ależ Słowianin własne imiona osób, jak bogów, tylko ze zrozumiałych wywodził wyrazów, nie z „pierwiastków”.
Miano Swarożyca dla słońca czy ognia naturalnie nie było pierwotnym, było tylko przydomkiem, ależ właśnie przydomki nowsze nieraz (a może raczej stale) wypierają z czasem pierwotną nazwę główną; widzimy to np na Trzygłowie. Nie jest przecież możliwym, żeby bóg się pierwotnie „Trzygłowem” nazywał; jest to oczywiście ten sam Dadźbóg, widzący wszystko na ziemi, niebie i w podziemiu (wedle mylnego objaśnienia żerców pogańskich), ze złotawą przepaską na oczach, aby grzechy ludzkie przeoczał (!), nazwany od posągu swego Trzygłowem. Ten sam Daćbóg w Arkonie nazywał się Świętowitem, był przecież dawcą urodzajów, któremu na cześć obchodzono najwalniejsze Święto doroczne po żniwach, niby bohacz białoruski, czczony tej samej porze.
Wszelkie próby innego objaśnienia Trzygłowa szczecińskiego czy czterogłowego Świętowita arkońskiego są daremne; Świętowit nie był przenigdy osobliwszym bożkiem Słowiańskim czy powietrza, czy wieszczby, czy czegokolwiek innego. Również mylnie prawi Janko (str. 220): „boskie postaci nadbałtyckie z Świętowitem „mocnym zwycięzcą” na czele są z drobnymi wyjątkami tak wyłącznie „połabskie”, urosłe z pamiątki o sławnych bojownikach i zwycięzcach szczepowych, jednym słowem ze czczenia przodków rodowych i plemiennych, że nie można ich umieszczać w niebie pierwotnym”. Zaprotestował najsłuszniej i Niederle przeciw takiemu rozszerzaniu kultu przodków plemiennych; zbija je sam fakt panowania Świętowita nad całym Olimpem rugijskim, co się powtarza u Swarożyca ratarskiego43, którego samo nazwisko ze wszelkich plemiennych rodowodów wyłącza, albo u Trzygłowa, również niemożliwego jako ubóstwiony przodek. Swarożyc, Świętowit, Trzygłów, Jarowit hawelskich Słowian i pomorskich (w Wolegoszczu), toż to cztery różne nazwy tego samego bóstwa. Indywidualizm słowiański, porzucający stale co wspólne, sadzący się na coś własnego, osobliwszego, i w kulcie zwyciężał. Jakżeż inaczej wytłumaczyć, że o miedzę sąsiadujące plemionka, każde innego zupełnie, niby całkiem odmiennego boga na czoło Olimpu wystawiały? Jeden i ten sam był to bóg, chociaż nazwy różne; też same jego atrybuty, znaczenie, powaga; od drobnego szczegółu od przydomków: „Swarożyc Trzygłowy”, „Dadźbog Swarożyc” i inne urosły pozornie nowe bóstwa odmienne.