Otóż poznali się Rosjanie na wartości Żabczyca i dwa dziełka jego przetłumaczyli: jedno (nie jego) Czetwertak, zachowując wyjątkowo formę wiersza; drugie „Politica”, tłumacząc je „Wydanije o dobronrawii” (t. j. o cnocie). Powiem coś o drugim; ruski tekst i polski (z egzemplarza u Zamojskich, drukowanego w Krakowie, z wydartym rokiem, 1630?) wydał Simoni w Petersburgu 1900 r. (w Sborniku akademickim klasy ruskiej, tom 66, str. 21–47, niestety na podstawie tylko jednego rękopisu, wcale błędnego). Pokazuje się to samo, cośmy zauważyli wyżej: tłumacz rosyjski opuszcza niejedno (np. w cytowanym wyżej aforyzmie przetłumaczył tylko rzecz o koniu: konia na piesku propotiti, jestli choszczesz cztob był powolen, o żonie — cyt!), wielu rzeczy nie rozumiał i przekręcał je fatalnie. Np. „Niemasz się do czego cisnąć — do konia którego pożyczają, do pana którym słudzy rządzą, do wioski we złym sąsiedztwie” tłumaczył tak: biegaj sich, łoszadi czto na wyjezd dajut, gospodina ot kotorago sługi biegajut (!!), derewni, gdie lichoj sosied żywet. Albo: „Okrągły stół, włoskie fochy, szat uwaga — skąpych kortezów (panów dworzan) figiel” tłumaczy: skupost’, krugłoj stoł, italjanskija jestwy, odeżda korotkaja — a więc wypuścił „kortezów figiel”, nie umiejąc tego przetłumaczyć; tu dodam, że okrągły stół, okrągło jadać znaczyło skąpy stół, skąpo jadać — niewiem skąd to poszło, może z odpowiedzi: na pytanie, jaki u niego stół, t. z. jak on jeść daje, ktoś odpowiedział, nie chcąc prawdy wyjawić — okrągły. „Prawo bez pieniędzy, zaloty (lub miłość) o głodzie, leki bez dostatku — jakoś nie smarownie (fałszywie, surowie) idą” tłumaczy się: Neczinno idut prawo bez deneg, findrigancija z gołodom błudnica, lekarstwo bez dowolstwa — findrigancja, zaloty, koperczaki, słowo gwarowe polskie (fidryganse t. p. ), dodane do błudnica. Tłumacz bardzo był skromny, więc gdzie Zabczyc powie, dobra myśl bez panien — małej wagi, powie tłumacz: mało czestno besieda bez ludej; aforyzm Żabczyca: „Białogłowa która poranu nabożna, u stołu mądra, na pokoju piękne pieścidło — szkoda nią gardzić” wyłożył ten sam tak: pochwalno jest czełowiek rano mołaszczejsia, a k tomu pri stole razumno siediaszczy — unikał ten nasz tłumacz czy przepisywacz niewiast jak ognia i nieraz zamiast panny Żabczyca kładzie starik!! (ktoś na boku poprawia to na żena!!), ale drugi nie ceremonjował się i napisał żena nie czełowiek, i dodał: na łożi ugodna. Inne aforyzmy Żabczyca wypadły w tłumaczeniu bez najmniejszego sensu, np. „na wsi — grosz spory, wolność większa, wczas pewniejszy, tylko zaś prawu, gościnie, miastu — uczynić pokoj” wypadło tak: należaszczeje k derewnie, dengi beregi, grańmi obmeżuj, wremja k pachanju bludi, po ułożenju podati płati! ! Następne równie źle wypadło: „uroda bez cnoty, wojsko bez hetmana, królestwo bez rządu — nie mogą w sławę iść” przetłumaczono: nesławna sut’ dorożnoj (!!) bez iskustwa, wojsko z bezumnym hetmanom, gosudarstwo bez ułożenija. Zawsze zachodzą niedokładności, np. aforyzm „Sługę z daleka dla sąsiada, psa w domu dla złodzieja, żyto na targ do Wisły — dobrze chować” wypadł tak: o bereżenii, sługab z sosiedom nemnogo znałsia, wdomu derżi sługu wierna a ne wora, chleb osmotrjaś pered nowym prodawaj. Rzadko tylko zachowano sens w całości. Uderzają staromoskiewskie terminy, np. zerszczik lub zernszczik dla szulera (właściwie kostkarza) i i. Wogóle tłumaczenie nad wyraz liche, parodja raczej niż tłumaczenie.
Rozwiedliśmy się tak szeroko nad tą próbką, ponieważ daje ona miarę, jak tłumaczenia polsko-rosyjskie nieraz wypadały — możemy zaraz dodać, jak cerkiewne — słowiańskie wszystkie, t. j. podle, mechanicznie, do słów się stosując, nieraz całkiem bezmyślne i musimy podziwiać cierpliwość, a raczej zupełny brak wymagań u ludzi, dobijających się przez gęstwę słów do — braku sensu. Nie dziw, że czasami tracili cierpliwość i dopisywali czytelnicy zgorszeni brakiem sensu: pisał siju knigu mużik. Bo cóż było np. poczynać z takim tekstem: w jednej z powieści o siedmiu mędrcach prowadził Merlin króla do sypialni, kazał odsunąć łoże „i ujrzeli pod łożem źródło, z którego płynęło siedm strumieniow wrzących”, lecz w ruskim tłumaczeniu „naszli pod posteleju zdroło a na niem siem stromentow woroczajutsa”, t. j. jakby się jakie instrumenty kręciły! tak wypada dosłowny przekład bez uwagi na sens. To zarazem najlepszy dowód, z jakiego źródła ruski tekst Powieści o siedmiu mędrcach wypłynął — z polskiego, chociaż żadnego polskiego podobnego dotąd nie odszukano. Nasza bowiem powieść o siedmiu mędrcach, jak ją Jan z Koszyczek przed rokiem 1530 przełożył i wydał, zowie się Poncjanem, właściwie: Historja piękna i ucieszna o Poncjanie cesarzu rzymskim, jako syna swego jedynego Djoklecjana dał w naukę i ku wychowaniu siedmi mędrcom i t. d. (ci ratują życie jego przed zamachami zawiedzionej w swej miłości ku niemu macochy) i nie stoi w żadnym związku z Historjami rzymskimi, gdy czeskie, niemieckie i inne teksty Historji rzymskich wciągają „Poncjana”, zazwyczaj skróconego, w własny kontekst. U Rosjan ta powieść była bardzo ulubiona, dziś jeszcze znamy ją w około czterdziestu rękopisach XVII i XVIII wieku (najstarszy datowany r. 1634 spalił się przy pożarze moskiewskim — czy to data trafna, wolno i wątpić); oni wiedzieli, że powieść należy do Historji Rzymskich, ale cesarz nie zwał się u nich Poncjanem, lecz Eleazarem, musieli więc mieć jakis pierwowzór polski, po którym dziś ani śladu nie zostało. Tylko jeszcze parę słów przytoczę, na dowód źródła polskiego i bezmyślności tłumacza, a raczej kopistów; zaczyna się jedna powieść tak: był niektóry król barzo opuchły = był niekotoryj korol’ borzo opuchłyj, ale nierozumiejąc tego zrobili kopiści z Borzo imię królewskie, krol zowomyj berco, o niekojem krale imenem bercom; na innym miejscu z tego bardzo zrobili dikoj zwer‘ imenem wepr’ borzo!! Z takich prób można sądzić o całości.
Lecz dosyć tych szczegółów z zapomnianego, przynajmniej u nas, rozdziału dziejów literatury polskiej i wpływu jej na ościenne narody. Naturalnie wpływ ten — znajdujemy np. w spisie ksiąg Zaikonospaskiego monasteru moskiewskiego z września 1689 r. nie mniej niż 125 polskich książek — nie kończył się literaturą, obejmował wszystkie działy życia społecznego, krój odzieży nawet, noszenie broni (czego w Moskwie przedtym nigdy nie było, surowo to zakazano — dlatego to Moskwicz dawny taki był skory do pięści i wyzwisk), golenie brody (co się w Moskwie niechrześcjańskim, małpim wydawało — chrześcjanin winien brodę nosić jak Chrystus), a przedewszystkiem i muzykę, o której się Rosjanie po raz pierwszy od Polaków dowiedzieli. Praca prof. Szlapkina właśnie tym się odznacza, że zwraca uwagę nietylko na literaturę, lecz uwzględnia i wszelkie inne objawy, np. wpływ Statutu litewskiego na Ułożenije cara Aleksego. Ba, nawet stosunki polityczne polskie podobały się bojarom i nosili się oni po śmierci Piotra Wielkiego z myślami ograniczenia absolutum dominium całkiem na polski sposób i omal nie zmusili Anny do podpisania konstytucji — wiemy, kto temu w ostatniej chwili przeszkodził. Szlachta rosyjska chętnie o polskiej i jej stanowisku myślała, więc jeszcze w pierwszej połowie XVIII wieku można się było w Petersburgu spotykać z napisami szlachetnyj t. j. dworjanskij, mówiono o Koronie t. j. o imperjum rosyjskim i t. d.; dziś, z wszystkich tych wpływów, pozostały już tylko w języku ślady dawnej zażyłości, np. takie gerb (herb), wenzel’ (węzeł w piśmie), komnaty (pokoje) i tego wyrazu pożyczył Rosjanin obok komnat), mieszczanin (przecież miasto gorodem — gradem się nazywa, a więc należałoby tylko o grażdanach mówić, nie o mieszczanach), zamok (zamek, więzienie), puszka (działo, puszkarz) i t. d.
Wpływ kultury i literatury polskiej na rosyjską przerwał się gwałtownie: przerwał go Piotr Wielki, który to formalne wkroczenie literatury i kultury rosyjskiej na tory polskie, polsko-łacińskie, przekręcił i zwrócił na nowe tory zachodnie: niemieckie, holenderskie, francuskie.
Potym nastąpiła wielka luka: wiek XVIII i pierwsza połowa XIX, w której formalnie głucho o jakimś wpływie polskiej literatury na rosyjską. Ale znowu niezupełnie; są i w niej jeszcze pewne ślady; ileż zawdzięcza np. Rylejew, ów szlachetny przyjaciel Mickiewicza i dekabrysta, śpiewom historycznym Niemcewicza, które sam naśladował, a wpływ Mickiewicza np. na Puszkina — i to wdzięczny temat, opracowany już dawniej przez Wł. Spasowicza i prof. Tretiaka. Wspomnę jeszcze tylko, że w drugiej połowie ubiegłego wieku byli autorowie polscy, którzy się do Rosji przedostali i znaleźli tam czytelników tak licznych i wdzięcznych, że chyba na równi z polskimi ich położyć. Nie Sienkiewicza mam tu na myśli, głównie Orzeszkowę, która oceniając tę swoję popularność w Rosji raz nowy swój romans, jeżeli się nie mylę, naprzód po rosyjsku (czy może równocześnie po rosyjsku i po polsku) wydać kazała. Takby można bliżej scharakteryzować wpływ i tych najnowszych pisarzy, lub co o nich Rosjanie sami, np. Tołstoj, myślą i mówią. A nasuwa się tu jeszcze jedno spostrzeżenie.
Do niedawna literatura rosyjska, od XVI wieku aż do Rylejewa i Puszkina, wobec polskiej odgrywała rolę bierną, przejmowała od niej wpływy, nie wywdzięczała się niczym, prócz kilku tłumaczeń, zjawiających się już od końca XVIII wieku, dosyć niezdarnych, jak niezdarnymi były wzory same — tak tłumaczył p. lejtnant wojsk rosyjskich, J. Bykowski, bardzo nieszczególna figura, tragedję Sumarokowa (Mścisław), ktoś inny „Julję” (tak! zamiast Lizy? ) Karamzina i t. d., jeszcze w XVIII wieku. I poźniej tłumaczenia z rosyjskiego nie zbyt często się zjawiały, przecież np. Oniegina Puszkinowego w całości dopiero niedawno p. Belmont (Blumental) nam spolszczył — nawet w dziedzinie umiejętności zbyt odgraniczaliśmy się; uczeni rosyjscy ignorowali badania polskie, a my się im równym odpłacali. Dopiero w ostatnich latach mnożą się przekłady z rosyjskiego, wzorowe, np. prof. Tretiaka (Dostojewskiego pamiętniki więzienne), i niedbałe innych — przeważają jednak ostatnie nowości literackie, Weresajew, Gorkij, Andrejew, Czirikow (Zydzi) i i., a niema dotąd spolszczonych dzieł pierwszorzędnych, stanowiących samą sól literatury rosyjskiej.
Gdy tak publiczność nasza o niej zawsze jeszcze zbyt mało wie, literaci nasi, szczególniej warszawscy, znali ją lepiej. Żeromskiego fakturę nawet, t. j. styl i formę, nie mówiąc o krańcowości poglądów, wywodzą nasi krytycy od Dostojewskiego i Tołstego. Przybyszewski, chociaż Wielkopolanin i wedle własnego zapewnienia Biesów Dostojewskiego nie czytał, gdy w Dzieciach Szatana (!!) swego nadczłowieka, nowego Piotra Werchoweńskiego i Stawrogina w jednej osobie, kreślił — musiał romans rosyjski znać, choćby z opowiadań kolegów, gdyż i fabuła i szczegóły nadto są zbliżone, aby to miało być skutkiem prostego trafu. Realizm, pesymizm, smutek bezbrzeżny u naszych „schyłkowców” zaliczają krytycy, może zbyt pochopne, na karb wpływów literatury rosyjskiej.
W każdy sposób lody nieczułości, obojętności wzajemnej i na polu literatury powoli zaczynają pękać. Dziś, kiedy nowa Rosja z gruzów dawnej się wyłania, kiedy głosy zewsząd jej „zwiastuią wolność, jak żórawie wiosnę”, przeciw zbliżeniu się i wzajemnemu poznaniu na polu umysłowym przeszkód walnych stawiać już nie wolno więcej. Oby w tym przejściu, przy formowaniu nowych poglądów na życie umysłowe obu najwybitniejszych plemion słowiańskich, i słowa tego szkicu jakąkolwiek odegrały rolę, niejedno uprzedzenie odsunęły, słuszniejszym, sprawiedliwszym poglądom pomogły utorować drogę.
Dodatek
Spis tłumaczeń ruskich (rosyjskich), dokonanych z źródeł polskich, główniew xvii wieku.