— O, pięćset, a najwyżej sześćset tysięcy franków — rzekł z przekąsem lord Wilmore. — To skąpiec.

Widać było wyraźnie, że przez Anglika przemawiała nienawiść: sam nie wiedział już, co mógłby zarzucić hrabiemu, a więc zarzucał mu skąpstwo.

— A wie pan coś może o jego domu w Auteuil?

— Cóż, hrabia to spekulant i kiedyś na pewno zrujnują go te jego doświadczenia i utopie. Utrzymuje, że w Auteuil, niedaleko domu, który nabył, są źródła mineralne, które mogłyby konkurować z wodami z Bagnères, Luchon czy Cauterets. Chce na swojej posesji założyć badhaus, jak mówią Niemcy. Już ze trzy razy przekopał cały ogród, szukając tego słynnego źródła; a ponieważ nic nie znalazł, zobaczysz pan, że wkrótce wykupi wszystkie posesje dokoła. Nie przepadam za nim i dlatego żywię nadzieję, że zrujnuje się na tych swoich kolejach, telegrafie elektrycznym i mineralnych kąpielach. Śledzę pilnie to, co robi, aby nie stracić okazji radowania się z jego porażki, która prędzej czy później, ale nastąpi.

— A dlaczego darzy go pan taką niechęcią?

— Gdy był przejazdem w Anglii, uwiódł żonę mojego przyjaciela.

— Ale jeśli mu pan tak źle życzysz, dlaczego sam się na nim nie zemścisz?

— Biłem się z nim już trzy razy. Pierwszy raz na pistolety, drugi raz na szpady i trzeci na szable.

— A jaki był rezultat tych pojedynków?...

— Za pierwszym razem zgruchotał mi ramię, za drugim przebił mi płuco, a za trzecim zadał mi taką ranę.