Ou! — zdziwił się lord z akcentem, jaki cechuje wyłącznie najprawdziwszych synów Albionu.

Agent podał lordowi Wilmore list od prefekta policji. Lord przeczytał go z iście angielską flegmą, a gdy skończył, oznajmił:

— Rozumiem, bardzo dobrze rozumiem.

Po czym rozpoczęły się pytania. Miały mniej więcej taką samą treść jak te, które agent zadał księdzu Busoni. Ale jako że lord Wilmore był nastawiony nieprzyjaźnie do hrabiego, nie odpowiadał tak powściągliwie, tylko znacznie szczegółowiej.

Opisał młodość hrabiego.

Monte Christo miał według niego już w dziesiątym roku życia wejść na służbę u jednego z indyjskich książąt toczących walki z Anglikami. Tam właśnie Wilmore spotkał go po raz pierwszy — walczyli po dwóch przeciwnych stronach. Podczas tej wojny Zaccone dostał się do niewoli; odesłano go do Anglii i umieszczono go na zakotwiczonym statku służącym za więzienie, ale uciekł stamtąd i dostał się wpław na brzeg.

Wtedy to zaczęły się jego podróże, pojedynki i miłostki; wtedy nadeszło też powstanie w Grecji. Zaciągnął się w greckie szeregi i w czasie tej służby odkrył w górach Tesalii żyłę srebra, jednakże nikomu o tym nie powiedział. Po klęsce Turków pod Navarino, gdy rząd grecki się ustalił, poprosił króla Ottona o przywilej na eksploatację tejże kopalni; przywilej został mu przyznany. Stąd ta niesłychana fortuna. Według lorda Wilmore dochody Monte Christa mogły wynosić od jednego do dwóch milionów rocznie. Niemniej dochody te mogły się nagle wyczerpać, jeśli wyczerpie się żyła srebra.

— A nie wie pan, w jakim celu przybył do Francji?

— Ma zamiar spekulować na kolei żelaznej. A poza tym, jako zręczny chemik i nie mniej znakomity fizyk, wynalazł nowy rodzaj telegrafu, który pragnie uskutecznić.

— Ile też może wydawać na rok?