— Istotnie? — rzekł Monte Christo. — Nigdy bym się tego nie domyślił; w jaki sposób zasłynęli? Bo wie pan, można zasłynąć w bardzo wielu dziedzinach.

— Ten wysoki chudy pan to uczony; odkrył w okolicach Rzymu gatunek jaszczurki, która podobno ma o jeden krąg więcej w kręgosłupie niż inne; zaraz po powrocie zdał raport o tym odkryciu w Instytucie; długo podawano pod wątpliwość to odkrycie: ale szala przeważyła się na stronę chuderlaka. Kręgosłup narobił wielkiego hałasu w sferach naukowych, a nasz chuderlak awansował z kawalera Legii Honorowej na jej oficera.

— A cóż to za jeden, ten drugi, który ośmielił się ubrać w granatowy frak z zielonym haftem?

— To nie on sam wybrał taki ubiór, lecz Republika, która, jak pan wie, nie szczyciła się zbyt wielkim gustem artystycznym i chcąc przywdziać swoich uczonych, zwróciła się do Davida z prośbą o zaprojektowanie mundurów.

— Doprawdy? A zatem to członek Akademii?

— Od ośmiu dni zasiada w tym uczonym gronie.

— A czym się zasłużył, w czym się specjalizuje?

— Jego specjalność? Zdaje mi się, że wbija królikom w głowę szpilki, karmi kury marzanną i wpycha fiszbiny psom w rdzeń kręgowy.

— Zapewne nauka poczyniła ogromne postępy dzięki jego doświadczeniom?

— Nie, ale pisze bardzo dobrym stylem.