— To powinno — rzekł Monte Christo — niezmiernie pochlebić królikom, którym wbija szpilki w głowę; kurom, których kości maluje na czerwono, i psom, którym wpycha fiszbiny.
Albert wybuchnął śmiechem.
— A ten pan? — zapytał hrabia.
— To znajomy hrabiego, który zdecydowanie przeciwstawił się, aby członkowie Izby Parów nosili uniformy; odniósł w tym wielki sukces; miał dość napięte stosunki z liberalną prasą, lecz oponował przeciw planom dworu i pojednał się z nią; mówi się, że ma zostać ambasadorem.
— Jakie ma prawo do parostwa?
— Napisał parę oper komicznych, nabył kilka akcji „Siècle’a” i przez pięć czy sześć lat głosował za rządem.
— Brawo, wicehrabio — rzekł, śmiejąc się Monte Christo. — Jest pan doskonałym przewodnikiem i informatorem; a teraz wyświadczy mi pan jedną przysługę?
— Jaką?
— Nie przedstawi mnie pan tym znakomitościom, a jeśli zechcą mi się przedstawić, to mnie pan ostrzeże.
Wtem hrabia poczuł, że ktoś położył mu rękę na ramieniu; odwrócił się — był to Danglars.