— A widzisz, nie mówiłam ci? Odmówił.

— Tak, ale dlaczegóż się tym martwisz?

— Wiesz, Albercie, kobiety mają swoje kaprysy. Ogromną przyjemność sprawiłoby mi, gdyby hrabia zjadł u nas cokolwiek, chociażby odrobinę granatu. Być może nie przyzwyczaił się jeszcze do francuskiej kuchni, albo ma swoje szczególne upodobania.

— Ależ skąd, we Włoszech widziałem, że jadł wszystko; może nie jest dysponowany.

— Poza tym — rzekła hrabina — mieszkał zawsze w gorących krajach, nie odczuwa upałów tak dotkliwie jak my.

— Nie sądzę, bo właśnie skarżył się, że jest duszno i pytał, dlaczego nie podniesiono żaluzji, skoro otwarto już okna.

— O, w takim razie — rzekła Mercedes — mam sposób, jak wybadać, czy ta wstrzemięźliwość jest zamierzona.

I wyszła z salonu.

Po chwili otwarto żaluzje i za oknami przybranymi w powojnik i jaśmin ukazał się ogród, rozświetlony lampionami, i przygotowany do kolacji namiot.

Tancerze i ci, którzy grali w karty lub gawędzili, wykrzyknęli z radości, wciągając z rozkoszą w płuca powietrze, które napłynęło do środka.