Pan Villefort nie odpowiedział nic, podał tylko córce rękę.

Uczynił to w samą porę.

Valentine poczuła, że kręci się jej w głowie i zachwiała się. Pani de Villefort przybiegła na ratunek i pomogła mężowi zaprowadzić ją do powozu, mówiąc:

— To zdumiewające! Kto mógłby się spodziewać? To rzeczywiście niezwykłe!

I cała zrozpaczona rodzina opuściła dyskretnie salę, zostawiając jednak po sobie ślad smutku, który niby czarna krepa rozsnuł się nad gośćmi.

Przy schodach Valentine spotkała Barroisa.

— Pan Noirtier chce się z panią dziś widzieć — szepnął.

— Powiedz, że przyjdę natychmiast, jak tylko wyjdę od babci — rzekła Valentine.

Wrażliwa dziewczyna rozumiała dobrze, że teraz potrzebna jest przede wszystkim pani de Saint-Méran.

Zastała ją w łóżku.