Panowie de Saint-Méran i Noirtier nigdy nie byli bliskimi przyjaciółmi; jednak łatwo zrozumieć, co czuje człowiek starszy na wieść o śmierci rówieśnika.

Noirtier opuścił głowę, jakby zasmucony lub zamyślony, po czym przymknął jedno oko.

— Chodzi o pannę Valentine? — rzekł Barrois.

Noirtier dał znak potwierdzenia.

— Jak pan wie, jest na balu, przyszła zresztą pożegnać się z panem, była bardzo wytwornie ubrana.

Noirtier przymknął znowu lewe oko.

— Więc chce się pan z nią widzieć?

— Tak.

— Zaraz ktoś po nią pojedzie do pani de Morcerf, będę na nią czekał i powiem, aby tu przyszła. Czy tego sobie pan życzy?

— Tak.