Barrois czekał na powrót Valentine, i jak wróciła, powiedział jej o życzeniu dziadka.
Toteż Valentine, pożegnawszy się z panią de Saint-Méran, która poddając się zmęczeniu, zapadła w głęboki sen, udała się do pana Noirtier.
Do łóżka pani de Saint-Méran przysunięto mały stoliczek z karafką oranżady, którą zwykła pijać, i małą szklaneczką.
Po czym, jak już wspominaliśmy, dziewczyna poszła do pana Noirtier.
Ucałowała staruszka, który tak czule na nią spoglądał, że łzy zalśniły jej znów w oczach.
Starzec patrzył na nią znacząco.
— Tak, tak — rzekła Valentine. — Chcesz powiedzieć, że wciąż mam jeszcze dobrego dziadka.
Starzec przytaknął.
— O, gdyby nie to, mój Boże, co by się ze mną stało?
Wybiła pierwsza w nocy.